WARSZAWSKI KURZ KLEJNOWSKIEJ #WARSAWDUST

26.05.2014 | 0 komentarze

Czy Warszawa kojarzy się się tylko z miejskim kurzem i szarością? A może to miasto nas rozwija, pobudza nasz apetyt do działania i okrywania siebie. Poprzez zderzenie z miejską dżunglą każdego dnia uczymy się budować swoją osobowość, czy nie tak? Dla Klejonowskiej szarość stała się podstawą do stworzenia pięciu unikatowych kolorów.


2.05 miałam przyjemność zadebiutować jako modelka na pierwszym pokazie Ilony Klejnowskiej, kobiety, która postanowiła spełnić swoje marzenia. Jej projekty to odpowiedź na potrzeby zabieganych mieszkańców dużych miast, którzy mimo szarości i tempa, które narzuca im metropolia chcą zachować kolory życia.


To kolekcja skierowana zarówno do kobiet, jak i mężczyzn. Stworzone przez Ilonę koszulki, chusty, spódnice i szale pozwolą nam się wyróżnić w tłumie i zaznaczyć swoją indywidualność. Każda rzecz jest ręcznie farbowana, dzięki czemu każdy wzór jest niepowtarzalny. To co łączy wszystkie, to tzw. przysłowiowa szarość oraz swoista surowość i prostota formy. 

Młoda projektantka swoją kolekcją pełną niezwykłych kolorów przełamała stereotyp szarego miasta pełnego podziałów. Stworzone przez nią koszulki i chusty są uniwersalne i mogą być noszone przez każdego bez względu na płeć i wiek.


Osobiście mocno kibicuję mojej koleżance, a noszenie koszulki jej projektu będzie dla mnie zaszczytem. Mam nadzieję, że już wkrótce zaskoczy nas kolejnymi innowacyjnymi projektami i udowodni kolejny raz, że do świata mody może wejść każdy kto tylko ma coś ciekawego do powiedzenia w tej materii. 
Kolekcja dostępna jest m.in.w sklepie internetowym.

Udanych zakupów !
Czytaj więcej

POWSTANIE WARSZAWSKIE - PODWÓRKOWA ZABAWA CZY AKT BOHATERSTWA?

21.05.2014 | 0 komentarze

Genialny! Chciałam rzec po wyjściu z kina, ale to za mało. To jeden z tych polskich filmów, który zachwyca swoją szczerością. Nikogo i niczego nie gloryfikuje. To jeden z tych filmów, który mimo, że boli chcesz oglądać dalej. To jeden z tych filmów, który zasługuje na Oscara. Efekt, który uzyskali jego twórcy, to coś więcej niż sztuka czy dokument. To film, który sprawia, że już nigdy więcej nie spojrzymy na Powstańców w ten sam sposób. To już nie są bohaterowie, ale nasi koledzy i sąsiedzi. Ten film bez zbędnego patosu pokazuje, że Powstańcy to byli tacy ludzie jak my, zwyczajne chłopaki i dziewczyny. To ludzie wchodzący w dorosłość i mający swoje troski i radości podobne do tych, które przeżywa przeciętny nastolatek. 


Oglądając ten film ciężko oprzeć się wrażeniu, że Powstanie Warszawskie to nie świetnie przemyślana walka, ale krwawa podwórkowa zabawa w wojnę. Czy 10-12 letniego chłopca z karabinem domowej produkcji można nazwać żołnierzem? A szpitalem grupkę gospodyń domowych i ich córki, które szyją opatrunki z prześcieradeł? Po wyjściu z sali w otoczeniu ciszy człowiek zaczyna zadawać sobie wiele pytań m.in. co ma w sobie ten film i dlaczego tak ciężko powstrzymać wzruszenie? Odpowiedź jest prosta - kolor i prawdę. Pierwszy raz można zobaczyć autentyczne nagrania w kolorze sklejone fabułą, przez co mamy wrażenie, że właśnie oglądamy kolejną hollywoodzką produkcję. Tym razem, jednak nie widzimy aktora grającego daną postać tylko ją samą oraz prawdziwy i szczery aż do bólu obraz ginącej Warszawy. 

To film dla każdego bez względu na jego stosunek do Powstania Warszawskiego. Powstańców można, bowiem pokochać nie za ich bohaterstwo, czy wolę walki, ale za ich zaradność i optymizm. Mimo codziennych bombardowań i towarzyszącej im na każdym kroku śmierci próbowali prowadzić na pozór normalne i radosne życie. Dziewczęta dbały o schludny wygląd i wymyślne fryzury, a chłopcy starali się zachować sportową sylwetkę i dobre maniery Chodzili do kina, grali w piłkę, bawili się i umawiali na randki. Z ich twarzy nie promieniuje ból i smutek, ale młodzieńcza radość mimo wielkiego zagubienia. Ta sama, której brakuje nie jednemu Warszawiakowi, mimo że nie musi każdego dnia walczyć o przeżycie.

Czytaj więcej

EUROWIZJA CZYLI CYCKI VS WURST

14.05.2014 | 0 komentarze

Nie śmiejcie się z kobiety z brodą. Zapytajcie się raczej, gdzie były cycki i dlaczego przegrały z Wurstem. Myślałam, że na Eurowizji już nic nie może mnie zaskoczyć i, że z każdym rokiem ten event nie tylko traci na jakości, ale też atrakcyjności, a jednak. 


Od jakiegoś czasu nie oglądam już Eurowizij i średnio mnie interesuje, kto i co tam śpiewa. Kiedy, jednak usłyszałam o Conchita Wurst - mężczyźnie, który wygląda jak kobieta, ale nią nie jest i w dodatku ma brodę coś mnie olśniło. Już się przyzwyczaiłam do tzw. europejskiej poprawności i tolerancji w jednym, która jest tak wielka, że aż przerosła samą siebie, a w wielu przypadkach straciła rację bytu. Po tym jak kiedyś wybory miss wygrał transwestyta szczerze nie zdziwił mnie wizerunek austriackiego artysty. Za to rozczarowały mnie polskie reakcje. Niby jesteśmy w tej Europie, niby chcemy być nowocześni i otwarci jak to głosi najnowszy spot Platformy Obywatelskiej, a jednak nadal trzyma się nas stereotypowe, a czasem nawet zaściankowe myślenie. To przykre, że cała uwaga została skupiona na wyglądzie Conchity zamiast na jego wokale. Przecież Eurowizja to konkurs piosenki, a nie kreacji. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że nasze społeczeństwo nie potrafiło albo nie chciało docenić umiejętności głosowych artysty. Tymczasem udowodnił on swoim występem, że nie jest żadnym przebierańcem jak go kreowały media, ale bardzo wrażliwym i utalentowanym artystą. Po jego występie nie miałam wątpliwości, że to jemu należy się zwycięstwo. Szkoda, że nie odwiedziłam żadnego bukmachera.. 


Facet ma naprawdę świetny głos i idealnie wpisał się w klimat Konkursu. Większość jednak pewnie myśli, że nagrodę dostał w imię wyższych wartości i europejskiej tolerancji oraz walki ze stereotypami. Pewnie dużo jest w tym prawdy. Nie od dziś wiadomo, że Eurowizja to trochę taki festyn. Jego początki były wielkie. Przyświecał mu prestiż i międzynarodowy klimat. Z drugiej strony nie był on czysty od polityki. Z czasem jednak jego poziom spadał, a kolejne edycje udowadniały, że nie liczy się na nim talent, narodowość, ale wielki budżet, melodyjność i efektowne show. 

Polska reprezentacja w postaci Cleo i Donatana miała szansę wykazać się jak żaden inny nasz reprezentant. Tymczasem jak dla mnie nie wykorzystali danej im szansy. Większość Polaków zachwyca się ich występem. Mówi się nawet, że to jeden z najlepszych w polskiej historii. Szczerze nie rozumiem tych opinii. Mieliśmy wygrać cyckami, a mi ich jakoś tam zabrakło. Występ był pozbawiony zarówno seksapilu jak i energii. Asystujące Cleo dziewczyny bujały się jak staruszki pod warzywniakiem. I ja się pytam - gdzie ta słowiańska krew? Bo na scenie jakoś się nie polała. Chyba już więcej werwy miały babeczki z zespołu Jarzębina. Myślcie co chcecie. Nie znam się albo słaba jest ze mnie patriotka. Ja uważam, że Polska znów dała ciała, a umalowany Jezus - Conchita Wurst był super i odczepcie sie od niego. 
Czytaj więcej

MUNDIAL BEZ POLSKI? KTO POCIESZY BRAZYLIJKI?

12.05.2014 | 0 komentarze

Piłka zbliża. Podaj dalej! Głosiła niegdyś reklama Coca-Coli. Moja wersja brzmi raczej: Piłka daje kasę! Podaj dalej. Tymczasem władze FIFA co cztery lata zastanawiają się, czy aby FIFA nie wyjdzie na minus. Nawet, jeśli tak będzie, to czy rzeczywiście na „święcie radości” się nie zarabia? Czy to już mit, że ludzie zwariowali na punkcie Mundialu?

Obraz: głowa kibica piłki nożnej przed Mundialem
Image courtesy of thaikrit / FreeDigitalPhotos.net
Mundial to żadna nowość. Zanim jednak rozegrano pierwszy turniej o piłkarskie mistrzostwo świata przez ponad 20 lat trwały dyskusje na temat formy tegoż turnieju, miejsca rozgrywania, jak i terminu, w którym powinien się odbyć. Idea zrodziła się już w 1905 roku (podczas II Kongresu FIFA). Sen o mistrzostwach zrealizował jednak dopiero w 1930 roku  Francuz Jules Rimet dokańczając rozpoczęte jeszcze przed powstaniem FIFA starania Holendra C. A. Hirschmanna. Pierwszym organizatorem został Urugwaj, pokonując w rywalizacji o tytuł gospodarza mistrzostw Hiszpanię, Włochy, Węgry, Holandię i Szwecję. 

Mundial to już swego rodzaju tradycja, która z każdą kolejną edycją nabiera większego tempa. Czy w tym roku też można dyżo na nim zyskać? Jak zwykle opętał komunikację marketingową jak nie przymierzając 11 września dziennikarzy. Wszyscy naraz, zgodnie i jakby zespołowo wpadli na ten sam pomysł. Motyw przewodni piłki funkcjonuje w reklamach począwszy od chipsów, piwa przez banki, a skończywszy na hotelach i liniach lotniczych. W końcu kreatywność nie musi być cnotą każdego marketera. Niestety, nuda, monotonia, brak pomysłu na cokolwiek nie bardzo szkodzi reklamie. Chyba każdy przyzwyczaił się do tej cyklicznej rutyny.

Obraz: reklama na Mundial - PKO Bank Polski, DirectTV, Gilette, Coca-Cola

Schemat myślenia większości marketingowców jest mniej więcej taki - ludzie ruszą do telewizorów, wybuchną emocje – my tam będziemy! Masa ludzi, podniecenie, zaangażowanie i nasza reklama! Wszyscy głęboko wierzą, że dzięki promocji związanej z Mundialem zwiększą zasięg i rozpoznawalność swojej marki. Serio? Ten schemat myślenia powtarza się co cztery lata na całym świecie. Do mistrzostw został jeszcze miesiąc, a mundialowa gorączka rośnie z każdym dniem. Wszystko za sprawą mediów a przede wszystkim agencji reklamowych. Nie od dziś wiadomo, że reklama to nie tylko próba skłonienia nas do kupna jakiegoś produktu. Dla wielu jest to szansa zaistnienia. Z punktu widzenia specjalistów jest to gra na naszych emocjach. Dlaczego? Bo na tym najlepiej można zarobić. Dobra reklama to nie tylko prosty komunikat informacyjny. To coś, co wywołuje u ludzi śmiech, płacz, złość podniecenie, a nawet zdenerwowanie. Reklama obecnie często pełni również rolę komunikatora. Patrząc na plakat argentyńskiego producenta prezerwatyw przed meczem z Brazylią nie mamy wątpliwości, co autor chciał wyrazić.

Obraz: okoliczościowy plakat producenta prezerwatyw Tulipan z Argentyny przed meczem Argentyna - Brazylia
Okoliczościowy plakat producenta prezerwatyw z Argentyny przed meczem Argentyna - Brazylia

Gwiazdy w reklamie? To także powszedniość. Producenci wszelakiego dobra próbują  namówić ich, by zareklamowali towar. Przecież nawet małe dziecko wie, że osoba którą lubimy łatwiej nas do czegoś przekona. Reklama Lays z udziałem Messiego to jeden z nielicznych przykładów. Czasem największym wyzwaniem mogą nie być kwestie finansowe, ale logistyczne. Dobrym przykładem jest kampania reklamowa kont osobistych Eurokonto Banku Pekao S.A. przed mistrzostwami w Korei w  2002 roku. Dla osiągnięcia maksymalnego efektu wykorzystano wizerunki 6 najpopularniejszych zawodników polskiej reprezentacji piłkarskiej: J. Dudka, M. Koźminskiego, T. Wałdocha, braci  Żewłakowów, P. Świerczewskiego. Negocjacje z firmą reprezentującą zawodników trwały kilka miesięcy.

Co z tego, że na Mundialu nie będzie polskiej reprezentacji? Obecność na finale to kwestia honoru, a producenci m.in. piwa chętnie nam w tym pomogą. W ramach kampanii "Akcja na Rio" piwa Warka będzie można wygrać wakacyjny wyjazd do Rio de Janeiro. Coca- Cola dobrze wie, że Mundial to nie gratka tylko dla dorosłych. Dzieciaki mogą wziąć udział w 16 edycji turnieju Coca-Cola, w którym nagrodą główną dla zwycięskiej drużyny jest wyjazd na brazylijski Mundial oraz udział w obozie treningowym we Włoszech.


Czy to oznacza, że cały świat kocha futbol, a najwięcej fanów ma wlaśnie piłka nożna? Niekoniecznie. Chodzi raczej o wzbudzenie magicznej aury sportowej rywalizacji oraz poczucia w nas  bycia kimś wyjątkowym na ten czas. Pamiętacie jak w 2006 roku właśnie z okazji Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej FIFA 2006 PKO Bank Polski, we współpracy  z organizacją Mastercard przygotował limitowaną serię kart kredytowych PKO MasterCard 2006 FIFA Word Cup  TM? Również Heineken podkreśla, że jest piwem specjalnie dla kibiców.


Bitwa marketingowa już się zaczęła, a gra idzie o miliony euro. Nikt nie chce zostać przegranym. Największe stacje telewizyjne  prześcigały się miesiącami w walce o prawo do transmisji meczy z rozgrywek i o wpływy z reklam. Oczywiście wszystko z miłości do piłki, bo jak jej nie kochać przy dochodach jakie daje. Tylko w Polsce ostatni finał Mundialu przyciągnął przed telewizory 9 milionów osób, a TVP zarobiła niemal 50 milionów złotych.

Swoją  batalię z pewnością stoczą także producenci ekwipunku sportowego. Adidas łoży oficjalnie na Mundial już od 1970 roku i z dumą projektuje piłki na kolejne mundiale. Ciekawe ile zarobi na tegorocznej piłce Brazuca? 



Każdy wie, że najlepiej pokazać się na Mundialu. Większość reprezentacji ma swoich sponsorów. Czasem, jednak trzeba obejść się smakiem o czym przekonał się m.in. e-Bay w 2006 roku, gdy postawił na oryginalność i został „oficjalnym partnerem” reprezentacji Trynidadu i  Tobago. Istotny był sam fakt sponsoringu, bo na sukcesy sportowe raczej trudno było liczyć.

Również w Polsce, im bliżej godziny zero tym apetyt kibiców rośnie. Nikt już nie wraca pamięcią do naszych feralnych występów w kwalifikacjach. W końcu "Polacy nic się nie stało" jest drugim po hymnie utworem narodowym. Niektórzy nawet marzą o tym, że za cztery lata w końcu wejdziemy do finału.Wracają wspomnienia z mistrzostw w Niemczech w 1974 roku  i Hiszpanii w 1982 roku. Bez wątpienia jak, co cztery lata wszystko się będzie kręcić wokół piłki. 
Czytaj więcej

MERCHANDISING CZYLI JAK SKLEPY BAWIĄ SIĘ PÓŁKAMI I NAMI?

28.04.2014 | 0 komentarze

Czy wiecie, że człowiek bywa w sklepach średnio dwa razy dziennie? Wygląda, że spędzamy w nich sporą część naszego życia. Czy mimo to zdarzyło Wam się zauważyć, że sklepowy wózek jeździ wyjątkowo wolno, a w szafie macie już drugą parę tych samych rękawiczek oraz właśnie kupiliście sok, którego normalnie nie pijecie? Przecież reklama nie ma na Was wpływu, więc dlaczego tak się dzieje? Producenci i sprzedawcy wiedzą to doskonale.

Obraz: klient z pełnymi siatami mimo nieplanowanych zakupów

Sklepy i inne świątynie komercyjne potrafią stworzyć taką atmosferę, że poziom konsumpcji wzrasta diametralnie. Ich główny cel to oczywiście skłonić nas do nieplanowanego i często niepotrzebnego zakupu. Masz poczucie, że znów nabrałeś się na promocję? Nie martw się. Nie jesteś wyjątkiem. Tylko około 30% to zaplanowane decyzje zakupowe. Zdecydowana większość nie jest świadoma, że podczas każdej wizyty w sklepie nasz umysł musi zmierzyć się z licznymi technikami merchandisingowymi. Zasada działania jest bardzo prosta: bodziec - reakcja - zakup. Nie daj się zwieść, że coś znajduje się w sklepie przypadkowo. Sztuczek i manipulacji istnieje tysiące, ale znając, chociaż te podstawowe mamy szansę zaoszczędzić trochę więcej naszego czasu i pieniędzy.

Metoda nr 1 czyli rzut w dal

Miejsce, w którym umieszczony jest produkt jest bardzo istotne i często jest tematem spornym między dostawcą, a wystawcą. Od tego, bowiem zależy, czy dany produkt zostanie zauważony i kupiony. Wiadomo, że im więcej czasu spędzimy w sklepie tym większe prawdopodobieństwo, że w końcu go dostrzeżemy. Stąd w większości hipermarketów stoiska piekarnicze, artykuły spożywcze, kosmetyki, czy małe artykuły AGD, które należą do tzw. dóbr szybko zbywalnych (FMCG) znajdują się na końcu sklepu. Sprzedawcy doskonale wiedzą, że po drodze zahaczymy o inne stoiska i wypełnimy koszyk. Co ciekawe takie produkty jak owoce, warzywa i chleb są zwykle bardzo daleko od siebie. Myślę, że każdy, co najmniej raz zadał sobie pytanie - gdzie są jajka? Prawdopodobnie nigdzie w pobliżu mleka lub chleba.

Metoda nr 2 czyli na inteligenta 

Większość ludzi jest praworęczna, co sprawia, że w pierwszej kolejności rozglądają się najpierw na lewo. Stad wziął się podział sklepu na produkty spożywcze na lewo i dobra trwałego użytku po prawej stronie, jako tzw. zakup świadomy. To dosyć logiczne, że przychodząc po chleb nie myślimy o zakupie np. suszarki do włosów. Tzw. miejsca w rogu zarezerwowane są zwykle dla liderów danej kategorii, czyli tych z największą sprzedażą Klient zawsze będzie ich szukać z przyzwyczajenia. Sprzedawcy liczą, że wybierze on markę o najwyższej marży.

Metoda nr 3 czyli na ładne oczy 

Metodą na pozbywanie się produktów niższej jakości lub z krótka datą ważności jest ich wystawianie na osobnych stanowiskach wewnątrz sklepu np. w postaci piramidki, z przodu półki lub w koszach. Zwykle ekspozycje są bardzo atrakcyjne i informują o specjalnej okazji/promocji itd. Detalistom bardzo zależy na tym by te produkty nie wyglądały gorzej od innych stąd często układają je bardzo luźno by wywołać wrażenie, że sprzedaje się ich bardzo dużo.

Image courtesy of adamr / FreeDigitalPhotos.net

Metoda nr 4 czyli na łapankę w kolejce

Każde miejsce w sklepie jest dokładnie przemyślane. Marketerzy będą nas zachęcać do dodatkowych zakupów szczególnie przy kasach. Ile razy zdarzyło Ci stojąc w kolejce wrzucić do koszyka kilka drobiazgów? Czy miałeś potem wyrzuty sumienia? Na pewno nie, bo przecież jedna drobna rzecz mniej, czy więcej nie robi różnicy. Nic bardziej mylnego. Te produkty wbrew pozorom mają najwyższą marżę. Dlatego też ilość otwartych kas jest taka, by zawsze była przed nimi kolejka.

Metoda nr 5 czyli dobre wypozycjonowanie

Odpowiednie pozycjonowanie produktów na półce to kolejna metoda. Strefa intensywnych zakupów znajduje się przy kasach, na skrzyżowaniu przejść oraz w środkowej części półki. Duże znaczenia ma również wysokość półki. Najdroższe produkty znajdują się na wysokości wzroku kobiety, średnio na wysokości 153 cm. Kobiety, bowiem stanowią 70% konsumentów. Najtańsze towary i produkty tzw. marek własnych umieszcza się na samej górze lub na poziomie podłogi, aby zniechęcić do poszukiwań konsumenta kierującego się kryterium ceny.

Metoda nr 6 czyli grunt to dobra kolejność

Produkty też układa się w odpowiedniej kolejności. Wchodząc w alejkę kierujemy się podświadomie zasadą prawej ręki, czyli obserwujemy asortyment po naszej prawej stronie. Do tego możemy dołączyć zasadę lewego oka, czyli towar jest rozmieszczony od najbardziej atrakcyjnego po lewej stronie to tego gorszego po prawej. Istotna jest też logika i stąd produkty tej samej kategorii znajdują się obok siebie i sąsiadują z artykułami powiązanymi np. dipy przy chipsach, czy ciasteczka przy kawie i herbacie. W ten sposób zwiększa się sprzedaż obu.

Metoda nr 7 czyli sztuczny tłum

A czy zauważyliście, że regały półkowe są zawsze długie? Co więcej towary ułożone są w dużej ilości i stale uzupełniane tak, by nie było pustych miejsc. W ten sposób nasza droga w poszukiwaniu danego produktu wydłuża się i musimy też przejrzeć inne produkty. Alejki nie mogą też być zbyt długie, bo wówczas występuje efekt bumerangu i klient w połowie drogi zawraca.

Obraz: alejki sklepowe jak labirynty
Image courtesy of artur84 / FreeDigitalPhotos.net

Metoda nr 8 czyli aby do celu

Poza półkami ważne jest rozmieszczenie wejść i ścieżek. Ulokowanie wejścia do sklepu daleko od wyjścia z parkingu nie jest przypadkowe. Nie wiem, czy zauważyliście, że w wielu sklepach wózki ustawione są po przeciwnej stronie do wejścia sklepowego. Alejki zaś są tak rozplanowane, by klient musiał przejść je w całości. Na początku są małe stoiska, a pod koniec długie. Poszukiwany produkt celowo znajduje się na końcu drogi. Często też sklepy nie mają osobnego wyjścia dla tych, którzy nie zdecydowali się na zakup zmuszając ich do wyjścia tylko i wyłącznie przez kasy. Jest szansa, że przeciskając się przez nie jednak coś kupią.

Metoda nr 9 czyli chwile ulotne

Marketerzy wykorzystują również sezonowość danych produktów. Dlatego większość promocji i wyprzedaży np. świątecznych, wiosennych itd. znajduje się zaraz przy wejściu do sklepu na prawo. Wchodząc do sklepu jesteśmy jeszcze wypoczęci i przy kasie, dlatego łatwiej nam się skusić na tzw. "okazję" i szybko coś dorzucić do jeszcze pustego koszyka.

Metoda nr 10 czyli na dzieciaka

Marketerzy wykorzystują  też dziecięcą skłonność do promocji. Wiedzą oni, że to właśnie one mogą skutecznie zachęcić rodziców do kupna jakiegoś produktu. Stąd też wiele produktów ustawianych jest w zasięgu ich wzroku. Często też to produktów przeznaczonych dla dorosłych dodaje się gadżety, które zwrócą uwagę dzieci. Z myślą o dzieciach i ich wpływie na decyzje zakupowe wymyślono wózki z dziecięcymi siedziskami, czy na kształt samochodzików. Ma to zachęcić rodziców do zabieranie dzieci na zakupy i tym samym dodatkowych wydatków w postaci zabawek, jogurcików i słodyczy.

Wspomniane przeze mnie metody podobno są powszechnie znane a, mimo to większość z nas wciąż daje się na nie złapać. Zastanawiam się, z czego to wynika. Ze zwykłej naiwności, czy może rzeczywiście z niewiedzy? Powyższe metody stanowią jedynie wierzchołek góry lodowej, ale ich znajomość na pewno nie zaszkodzi.  










Czytaj więcej

CZY BĘDZIESZ TĘSKNIĆ ZA COFFEEHEAVEN?

24.04.2014 | 0 komentarze

Mimo, że nie jestem fanką kawy bardzo obawiałam się tego dnia. Z zapartym tchem obserwowałam całą sytuację i ciągle naiwnie wierzyłam, że może się uda. Każdego dnia zastanawiałam się but Costa why? Wciąż nie mogę się pogodzić, że to, jednak się stało. Coffeeheaven znika z rynku. 

Obraz: Killing me softly. Po 14 latach Coffeeheaven znika z rynku.

Kiedy 14 lat temu Coffeeheaven rozpoczynało swoją działalność rynek kawowy w Polsce był jeszcze w zarodku. Dziś wycenia się go na ponad 4 mld. Nic, więc dziwnego, że ta sieć kawiarni w którymś momencie zdominowała rynek eliminując z wielką gracją innych doświadczonych graczy. Polacy po prostu pokochali Coffeeheaven za jej styl i polskość. Nawet, kiedy do Polski wchodził Starbucks znany ze swej niepohamowanej ekspansji i specyficznej metody wykańczania konkurencji zarząd Coffeheaven podkreślał, że śpi spokojnie. Wyglądało na to, że polska marka przetrwała najazd Amerykanów. Rozpoznawalność marki Coffeeheaven nie miała sobie równych. 

Nie zdziwiło, więc mnie, że w 2009 rok Whitbread, właściciel COSTA wykupił Coffeheaven. Zaskoczyło mnie jednak, że Coffeeheaven zrezygnowało ze swojej niezależności. Zwyczajnie nic nie mam do Costa, ale w moim odczuciu jej asortyment jakościowo był gorszy od tego, co oferowało Coffeeheaven. Pozostało mi wierzyć, że Costa nie zdecyduje się pozbyć tak wartościowej marki, jak Coffeeheaven. Odetchnęłam z ulgą, gdy dowiedziałam się, że rebranding idzie w dobrym kierunku i działalność rozpoczęły kawiarnie COSTA by coffeeheaven. Mimo, że wciąż, Costa miała swoje kawiarnie, a Coffeheaven swoje w eterze krążyły słuchy, że to tylko tymczasowe rozwiązanie i, że ostatecznie zostanie jedynie nazwa COSTA. Wiedząc jak mocno zakorzeniona w świadomości Polaków i mojej była Coffeeheaven nie chciałam, jednak dopuścić do siebie myśli o jej zniknięciu.

Łączenie dwóch marek jest zjawiskiem dosyć powszechnym, ale nie zawsze musi wiązać się z eliminacją tej drugiej. Cadbury przejmując Wedla nie zlekceważyło wartości, jaką za sobą niosła jego marka Później Wedel nie raz szedł pod młotek. Dziś rzadko ktoś kojarzy, że Wedel już nie jest polski, ale większość nadal uwielbia czekolady tej marki i uważa za polski symbol. 

Obraz: Małe Coffeeheaven kontra duża COSTA

Wracając, jednak do kawy od początku nie byłam fanką konceptu Costa by coffeeheaven, który miał łączyć cechy obu marek. Teraz, kiedy wiem, że oba brandy zastąpi ostatecznie sama Costa, a Coffeeheaven zniknie na zawsze stwierdzam, że jednak nie był to taki zły pomysł. Zadowoleni mogli być zarówno Ci costowi jak coffeheavenowi kawiarze.

Rzadko się przywiązuję do marek, ale serio będziemy mi brakować szyldu CH, a Wam? Przyznam się też, że trochę mi przykro, że kolejna marka z polskimi korzeniami mimo dobrego konceptu nie wytrzymała zderzenia z konkurencją i dała się wykończyć. 

Czytaj więcej

CZY PINKO WIE CZYM JEST GENDER?

10.04.2014 | 0 komentarze

Kiedy zobaczyłam billboard z kolekcją wiosna/lato Pinko, moje pierwsze skojarzenie było gender jak nic. I teraz niektórzy myślą WHT? Co wspólnego ma moda z jakąś tam ideologią? A płeć kulturowa ma? Czy nie wmawiano nam od zarania dziejów, że chłopiec nosi spodnie, a dziewczynka sukienki? Czy to nieprawda, że chłopcowi bardziej wypada niebieska koszula, a dziewczynce różowa?

Obraz: odwieczna walka płci czyli czym jest gender?
Image courtesy of LeeGillion / FreeDigitalPhotos.net

Zacznijmy, jednak od początku. Gender to ostatnio modny termin, chociaż jak pokazuje poniższa sonda, niewielu ma pojęcie, co tak naprawdę oznacza. Z niezrozumiałych dla mnie powodów gender kojarzy się z pedalstwem albo jakimś zatracaniem wartości. Dodatkowo oliwy do ognia dolewają politycy i samozwańczy eksperci, którzy też do końca nie rozumieją, o czym mówią. Sprytnie, jednak starają się przemycić ten termin do swoich kampanii politycznych. Tym, którzy nie lubią długich definicji polecam tekst Wittaminy, która stawia kawę na ławę.


Wróćmy, jednak do mody i tego, co ma z nią wspólnego gender. Z tekstu Wittaminy dowiecie się m.in., że gender, czyli płeć można rozróżniać w dwóch kategoriach: biologicznej (fizjologiczna budowa naszego ciała) i społeczno-kulturowym. Nas interesuje zwłaszcza ta druga i do tej właśnie często dopisywane są te wzniosłe ideologie.

Moda jest elementem naszej kultury i jednocześnie wskaźnikiem tego jak wyglądamy, ubieramy się, czy jak się czeszemy. W szerszym pojęciu kreuje wizerunek typowej kobiety i mężczyzny. Patrząc na to, jak moda się zmieniała na przestrzeni lat pojęcie typowego obrazu płci odeszło do lamusa. Lata temu Coco Chanel szyjąc garnitury dla kobiet, a Marlena Dietrich nosząc spodnie wzbudzały kontrowersje. Dziś nikogo by to nie zdziwiło. Mało tego mężczyźni noszą różowe koszule i męskie torebki, a kobiety ubierają bojówki i robią fryzurę na jeżyka. Czy coś jest nie tak z tymi kobietami, czy może raczej z mężczyznami? Czy może po prostu one są z Wenus, a oni z Marsa? Z jednej strony mówi się o równouprawnieniach, a z drugiej strony wyśmiewa metro seksualnych. Czy współczesne kobiety są bardziej męskie, a nowocześni mężczyźni bardziej kobiecy? Czy tu rzeczywiście chodzi tylko pewien styl życia, który ulegał ciągłym transformacjom już z początkiem pierwszych wojen światowych?

Obraz: kampania Pinko wiosna 2014, Al Bundy i gender

Przez pryzmat mody widać najlepiej jak nasz pogląd na rolę płci w społeczeństwie ewoluował. Dlatego szczerze nie rozumiem, dlaczego właśnie teraz nagle ten termin przeżywa swój renesans, a politycy próbują zmieniać bieg historii. Nasze spojrzenie na wygląd i zachowanie danej płci ciągle się zmienia i zmieniać się będzie. Pewne jednak sposoby postrzegania płci zostały nam na tyle mocno wpojone, że wciąż będziemy oceniać innych przez pryzmat posiadanej wiedzy mówiącej, co wypada kobiecie, a co mężczyźnie.

Dlaczego te przemyślenia przyszły mi do głowy po zobaczeniu billboardu Pinko? Może, dlatego , że w moim odczuciu pokazuje on jak moda potrafi łamać schematy, a jednocześnie igrać z ideologią gender. Patrząc na modelkę nabieram przekonania, że coś jest z nią nie tak. Jej wyraz twarzy i sposób siedzenia jak to się ładnie mówi nie przystoi damie. W takim rozkroku siedzą zwykle mężczyźni. W takiej pozycji można było najczęściej oglądać Al'a Bundy - typowego samca alfa. Gdzie się podziała ta kobiecość i seksapil? A może one to mają? Tylko to mój mocno zakorzeniony obraz kobiety zakrzywia tą rzeczywistość? 
Czytaj więcej

#BLOGEXPERTS #4 DOKĄD ZMIERZASZ BLOGOSFERO?

31.03.2014 | 0 komentarze

Polska blogosfera w porównaniu do zagranicy, to wciąż swoista, nieokiełznana i bezkresna partyzantka, gdzie mogą się odnaleźć różne typy b(v)logerów. Z jednej strony jest pełna kontrastów, a z drugiej zalatuje szarzyzną. Jednak mamy, czym się pochwalić. Blogosfera dojrzewa, a wraz z nią twórcy i odbiorcy. Świat nie kończy się na kominkach (z całym szacunkiem dla Tomka). Jest w niej miejsce zarówno na posty o wszystkim i o niczym, ale też na te wartościowe i merytoryczne. Popularność to nie to samo, co wpływowość. Sukces może mieć miele twarzy, ale bez wiedzy i pasji jest nieosiągalny.Tak w wielkim skrócie bym podsumowała swoje wrażenia z czwartej edycji Blog Experts.

Obraz: Witajcie na Blog Experts i hastagowe ciasteczko #chodźnapole

To, że atmosfera będzie gorąca poczułam już na początku swojej trasy z Warszawy. Trzy godziny w podgrzewanym przedziale i uniknięcie cudem kanara to wrażenia bezcenne. Wielkie dzięki dla Pani, która dołożyła mi 60 groszy do biletu. Podziękowania należą się też pewnemu rowerzyście, który mi pokazał, że Kraków bez Krakusów może funkcjować dzięki komórkom z GPS'em. 

W Hub:raum w Krakowie przywitały mnie przepyszne hashtagowe muffinki. W jednym miejscu spotkali się blogerzy i vlogerzy. Nie wiem jak wyglądały poprzednie spotkania, ale to oceniam naprawdę pozytywnie. Cieszę się, że mogłam w końcu na żywo posłuchać takich osób jak Maciek Budzich, Paweł Tkaczyk, czy Artur Kurasiński. Od takich ludzi chciałabym uczyć się jak najwięcej.

Obraz: Paweł Tkaczyk, Artur Kurasiński i  Maciek Budzich na #BlogExperts
Paweł Tkaczyk / Artur Kurasiński / Maciek Budzich

Podczas prezentacji Artura moglibyśmy lepiej poznać Fokus'a, czyli narzędzie, które ma zrewolucjonizować rynek dzięki kompleksowemu i innowacyjnemu podejściu do analizy marki nie tylko w Internecie. Maciek zaś humorystycznie, ale treściwie i na temat podzielił się wiedzą na temat głównych grzechów blogosfery. Świetnym uzupełnieniem tego było never ending story Batmana polskiej blogosfery, które miało stanowić lekcję budowania swojej marki, jako b(v)logera. Na koniec zostało okraszone oczywiście historią.... Tym razem bohaterem była koza. 

Ich rady i wnioski podparte sporym doświadczeniem są bezcenne zarówno dla tych początkujących b(v)logerów, jak i tych, którzy już w temacie siedzą trochę dłużej. Dzięki nim i pozostałym prelegentom wyjechałam z Krakowa pełna motywacji i optymizmu, że przyszła blogosfera będzie stawiać na wartości. Twórcy tworzący o wszystkim i o niczym, czy bazujący jedynie na prowokacji odejdą do lamusa. W ich miejsce przyjdą, a w zasadzie już są ci, którzy chcą tworzyć wartościowe merytorycznie teksty. Takie wrażenie można było szczególnie odnieść podczas panelu, w którym wzięli udział Michał Szafrański, Magda Stępień, Michał Kędziora, Arlena Witt i Paweł Bielecki.

Obraz: Rita Hairwood, Michał Szafrański, Magda Stępień, Michał Kędziora, Arlena Witt i Paweł Bielecki  na #BlogExperts
Rita Hairwood / Michał Szafrański / Magda Stępień / Michał Kędziora / Arlena Witt / Paweł Bielecki  

Blogi będą przestrzenią, w której bloger będzie m.in. ucztował z czytelnikami, jak to ładnie określił Paweł Tkaczyk. Nieśmiertelna oczywiście jest pasja do tego, co się robi oraz autentyczność. Takie przynajmniej odniosłam wrażenie obserwując pierwszy panel, w którym dyskutowali Kuba Dębski (btw dzięki za komiks z kosmiczną dedykacją), Konrad Kruczkowski, Jan Urbanowicz, Dawid Adanek oraz Jacek Napora. Wszyscy prelegenci zgodnie przyznali, że plan, strategia oraz budowanie własnej marki są ważne, ale przede wszystkim trzeba lubić to, co się robi oraz naprawdę się na tym znać. Naszą wiedzę szybko zweryfikują odbiorcy, którzy szukają świeżych i wyrazistych opinii. Paweł Tkaczyk podpowiada by stawiać na jakość i przed pisaniem odpowiedzieć sobie na pytania:
  • W czym jesteś dobry? 
  • W czym możesz pomóc? 
  • Dlaczego mam ci wierzyć? 
  • Jak będę się przy tobie czuł? 
Obraz: Konrad Kruczkowski, Kuba Dębski, Jan Urbanowicz, Jacek Napora, Dawid Adamek na #BlogExperts
Konrad Kruczkowski / Kuba Dębski / Jan Urbanowicz / Jacek Napora / Dawid Adamek

Idąc tym tropem Twoja społeczność sama Cię znajdzie. Najważniejsze jest to, jaki masz wpływ na nią i, czy w ogóle masz? Nie musi być ona jednak milionowa. Halo Ziemia nie szukał poklasku. Do tego, co pisze podchodzi z dystansem i empatią. Jednocześnie uważa, że opiniotwórczość przez duże "O" nie musi być w sprzeczności z biznesowym modelem. Popularność można mierzyć różnymi kategoriami i to Ty, jako b(v)loger musisz stworzyć swoją definicję. Bez względu na wszystko myśl jakościowo, a nie ilościowo. 

Przykłady wielu b(v)logerów pokazują, że istnieje tzw. życie po blogu. Blogosfera może mieć różne formaty. Bloger może być ekspertem, autorem książki, trenerem, czy medialną osobowością. Potencjał drzemiący w blogosferze jest ogromny, a pojęcie, że ktoś się sprzedał nie ma już racji bytu. #Darylosu mogą wzbudzać kontrowersje, ale z drugiej strony są tacy, którzy ich potrzebują. To, ile one znaczą dla Ciebie powinieneś ocenić sam. Podobnie jest z wartością merytoryczną blogów. Dzień w którym blogosfera zastąpi media tradycyjne jest wciąż odległy. Wszyscy zgodzili się z tym, że jeszcze nie jest ona na tyle silna merytorycznie, by móc stać się piątą władzą. 

Ważne jest jednak, by profesjonalnie podejść do tego, co się tworzy i nauczyć się operować różnymi narzędziami i formatami wykorzystując świadomie drzemiącą w nich siłę. Inaczej powinien być prowadzony fanpage, a inaczej konto na Twitterze.

Image courtesy of tungphoto / FreeDigitalPhotos.net

A propos Twittera. Pierwszy raz w życiu spotkałam tak wielu ludzi ogarniętych jego magią. Przekonałam się, jak bardzo po macoszemu do tej pory traktowałam to medium. Tymczasem Twitter dzięki swej prostocie wydaje się być bardzo przyszłościowy. Czasem kiedy patrzę na FB mam wrażenie, że robi się on coraz bardziej overloaded. Zwłaszcza jak sięgnę pamięcią do 2005 roku, gdy założyłam swój fejsowy profil.

Ciekawe czy przekombinowanie grozi również blogosferze? Zdecydowanie zgadzam się z Maćkiem Budzichem, że bez względu na to, jaką drogą chcemy podążać jako twórcy powinniśmy częściej wychodzić poza swój ogródek, otwierać się na innych i myśleć szerzej. Drogi b(v)logerze może warto też odpowiedzieć sobie na pytanie, kim chcesz być i czym chcesz się dzielić. Ekspertem nie można stać się ot tak. Trzeba mieć wiedzę.

Serdeczne podziękowania dla organizatorów: Rita Hairwood i Konrad Conrad. 
Czytaj więcej