KIM JEST DAWID KWIATKOWSKI?

28.02.2014 | 2 komentarze

Na jego widok laski wpadają w szał, płaczą, krzyczą, skaczą, a nawet mdleją. Czy to jest miłość, czy głupota? Oto jest pytanie. Skąd ten szał na niego? Szczerze. Odpowiedź jest tylko jedna. Nasza scena muzyczna jest na tyle uboga w młode i utalentowane gwiazdy, że wystarczy jej jakiś koleś z sąsiedztwa zrobiony na Justina Biebera, który śpiewając będzie robił maślane oczy. Nieważne, że większość jego piosenek to covery. Nieważne, że tak naprawdę stworzył dwie własne kompozycje i to też średniej jakości. Laski i tak będą go kochać. Dawid zrobił karierę błyskawicznie i tak naprawdę jest produktem polskiej współczesnej popkultury.

Obraz: pierwszy album Dawida Kwiatkowskiego

Serca nastolatek zdobył popowymi piosenkami o miłości, zaufaniu i związkach. Trudno go posądzać o wielkie doświadczenie w tym temacie z osiemnastką na karku, ale to nieistotne. Ważne, że publika to chwyta, a zwłaszcza laski. Dziewczyny uwielbiają wrażliwych (czy tacy w ogóle istnieją?) chłopców, którzy potrafią kochać za nic i chcą budować związek oparty na miłości, a nie seksie. To niesamowite jak nastolatki są naiwne i komiczne zarazem. Założę się, że gdyby Kwiat zmienił repertuar na bardziej męski, związany z furami, męską solidarnością i imprezkami to nawet, by nie miał połowy obecnych fanek, a jego piosenki na YouTube'ie po względem odsłon niczym by się nie wyróżniały.

Jednym słowem Kwatkowski to świetny produkt marketingowy, stworzony z prawie tak wielką pieszczotliwością jak Justin Bieber. Polskie fanki wielbią go tak samo jak ich amerykańskie rówieśniczki Justina Bieber'a. Zresztą gołym okiem widać, że Dawid wzoruje się na swoim koledze po fachu i w głębi serca aspiruje by być taką samą gwiazdą jak on. Fakt, że jako jeden z nielicznych celebrytów postanowił bronić Justina po akcji z lamborghini świadczy o tym, że jest równie rozpieszczonym małolatem, któremu bardziej od inteligencji imponuje szpan i głupota. Można się tylko domyślać, że jego styl wyznają również fanki, bo co można pomyśleć o dziewczynie, która swojemu idolowi wysyła na prezent szczotkę toaletową? Serio. Brak mi słów. No chyba że, to jakiś rodzaj fetyszu. W końcu szczotka będzie bliżej jego tyłka. A może to była jakaś szczotka szpiegowska i wkrótce ujrzymy w sieci kolejny ambitny filmik?
Czytaj więcej

MAJDAN OFERTA DOM NA SPRZEDAŻ

24.02.2014 | 0 komentarze

Kochasz luksus? Znudził Ci Cię miejski przepych? 100 tyś. euro za żyrandol to dla Ciebie standard? Lubisz grać w golfa? Jest okazja! Piękna rezydencja Meżyhiria (Międzygórze) teraz dostępna. Zobacz ofertę!

Pole golfowe, garaż pełen luksusowych aut i motocykli, przestrzenie ociekające złotem to wszystko czeka właśnie na Ciebie. Zaskocz znajomych i zamieszkaj w pałacu Janukowycza.

Obraz: MAJDAN OFERTA DOM NA SPRZEDAŻ
Image courtesy of marin / FreeDigitalPhotos.net

600-metrowy dom położony pod Kijowem w krainie mlekiem i miodem płynącej zwanej Ukrainą na terenie o powierzchni 135 hektarów w otoczeniu zieleni, sztucznych jezior i grot.

Dodatkowo do dyspozycji masz lądowisko dla helikopterów, korty tenisowe, salon spa, sady oraz cieplarnię pełną egzotycznych roślin.

Ta inwestycja to tylko początek spełniania Twoich kaprysów, bo nowe obiekty są już w budowie. Znudzony życiem możesz wybrać się np. na polowanie. Do dyspozycji tylko 35 tyś. hektarów, ale na początek to chyba nieźle? Jeśli to za mało do wyboru masz pałac na Krymie i luksusową daczę. Na pewno znajdziesz tu coś dla siebie.

Masz dzieci? Dla nich też znajdzie się rozrywka w postaci prywatnego zoo, a w nim m.in. antylopy, świnie, strusie i pawie. Na tych starszych czeka zaś gigantyczna łódź.

Dodatkowo oferujemy wsparcie i doradztwo finansowe. Poprzedni właściciel zdeponował pieniądze na kontach w Liechtensteinie i Szwajcarii. Alternatywą może być Austria.

Nie przepuść tej okazji. Skorzystasz na tym nie tylko Ty, ale też Twoja rodzina. Syn poprzedniego właściciela został ósmym najbogatszym człowiekiem na Ukrainie. Na początek 500 mln euro, pasuje?

Cena wyjściowa do negocjacji. Pamiętaj jednak, że nie obejmuje ona opłat. Przykładowe kwoty za rachunki to 12 milionów dolarów.

Jeszcze dziś skontaktuj się z p. Janukowyczem jeśli wiesz gdzie jest albo odpowiedz na ofertę tutaj. 

Uwaga! Oferta jest ograniczona czasowo. Swoje zainteresowanie wyrazili już m.in. Władimir Putin, szejk Muhammad ibn Raszid Al Maktum i Dennis Rodman.

Śpiesz się! W przypadku braku dobrych ofert posiadłość zostanie przerobiona na Muzeum Korupcji.

Galeria zdjęć jest dostepna tutaj.

Czytaj więcej

CZY BLOGERKI SĄ FAJNE? #STREFABLOGERA

21.02.2014 | 0 komentarze

W każdej społeczności bywają ludzie mniej i bardziej fajni. Kiedy wybierałam się na spotkanie pod hasłem #strefablogera w formie śniadania miałam mieszane uczucia. Po przekroczeniu progu kawiarni Strefa Cafe wiedziałam, że było warto. Dzięki inicjatywie Ilony spotkało się 9 zupełnie różnych blogerek. Każda z nich ma swoją oryginalną osobowość i unikalne treści do przekazania bez względu na to czy pisze o modzie, lifestyle'u, czy gotowaniu. To, że każda jest inna stanowi tylko o naszej sile. Jak pisał Kominek, żeby zaistnieć trzeba mieć osobowość i coś do powiedzenia. 

Obraz: ciasteczka Kasi na spotkaniu #strefablogera

To spotkanie obaliło również mit, że blogerki tylko ze sobą konkurują. Skoro każda ma własny styl i określoną ścieżkę działania, to czy rzeczywiście wchodzimy sobie w drogę? Blogosfera jest na tyle wciąż niewyeksploatowana, że miejsce znajdzie się dla każdego. Zamiast wzajemnej eliminacji blogerki powinny się wspierać. I wcale nie, dlatego, że kobiety to podobno płeć słaba. Wymiana doświadczeń i budowanie relacji są potrzebne w każdej dziedzinie. W ten sposób możemy wspólnie tworzyć ciekawy kawałek blogosfery. Kto wie, może kiedyś nawet razem zrobimy jakąś kampanię? 

Blogerki z odczarujgary.pl, smallrosie.pl,   klejnowska.pl,  mon-cherries.blogspot.com, portobellobazaar.blogspot.com
                                                                                   Autor i własność: Robert Danieluk                                                                                odczarujgary.pl   smallrosie.pl   klejnowska.pl   mon-cherries.blogspot.com   portobellobazaar.blogspot.com   

Niestety, kiedy obserwuję różnego rodzaju fora i grupy związane z blogowaniem (głównie na fejsie), to widzę, że bardzo mała garstka osób jest chętna do dzielenia się wiedzą. Tworząc bloga po raz pierwszy, napotykałam różne trudności, czasem banalne, a czasem naprawdę takie, co spędzają sen z powiek. Naturalnie szukałam pomocy u kolegów i koleżanek po fachu i tu wielkie rozczarowanie. Zdecydowana większość blogerów poszczególne tematy związane z blogowaniem tylko opisuje. W postach brakuje konkretów i sprawdzonych rozwiązań. Niektóre rady są tak twórcze, że można raczej zgłupieć niż dowiedzieć się czegoś. To doprawdy słabe, że tak wiele osób uważa się w temacie blogowania za alfę i omegę, a jak przychodzi, co, do czego to tylko zwykłe pitu pitu potrafią odstawić. 

A już najbardziej ulubioną przeze mnie grupą blogerek jest ta z kategorii obs za obs? kom za kom? Taka sytuacja. Pytam się o pewien problem techniczny z bloglovin, a tu jakaś laska wyskakuje mi z linkiem do bloga i obs za obs? Doprawdy, czy to jest właśnie metoda na budowanie sobie społeczności? Czasami tak dla przetestowania wrzucam link do swojego bloga pod tego typu postami i efekt jest taki, że jakoś mi diametralnie Ci obserwatorzy nie przybywają. 

Obraz: śledzenie i lajkowanie blogów
Image courtesy of Stuart Miles / FreeDigitalPhotos.net

Tworząc bloga wychodziłam z założenia, że ludzie, którzy go będę śledzić i lajkować, będą to robić by go czytać, a nie, dlatego, że wcześniej ja zaobserwuję ich bloga. Może przesadzam, ale 3/4 postów w grupach dla blogerów, do których dotarłam stanowią posty w stylu: jeszcze tylko 5 do 200 obserwujących obs za obs?

Na szczęście istnieje wąska grupa blogerek i blogerów, którzy odbiegają od tego schematu. Kiedy miałam wspomniany problem z bloglovin'em znalazły się 2 osoby, które ten problem w większym stopniu pomogły mi rozwiązać. Moje zapytanie dotyczące spamu też nie przeszło obojętnie. Fajnie, więc, że jednak są tacy, co chcą rzeczywiście współtworzyć blogosferę i dzielić się wcześniej zdobytą wiedzą. Zwłaszcza, że to nie boli.  

Obraz: niektórzy blogerzy sobie pomagają
Image courtesy of adamr / FreeDigitalPhotos.net

Również #strefablogera stanowi dla mnie pozytywny przykład współpracy. Uwielbiam poznawać nowych i ciekawych ludzi. Cieszę się, że dziewczyny wyraziły chęć ponownego spotkania. Szczerze nie mogę się już doczekać. Ciekawe, czy tym razem też będą czekały na nas prześliczne i przepyszne muffinki Kasi. Bardzo fajnie też, że inicjatywę chcą wspierać niektóre firmy, które w ten sposób mogą budować swój pozytywny wizerunek. 

Obraz: blogerki na spotkaniu #strefablogera
Autor i własność: Robert Danieluk

Obraz: blogerki na spotkaniu #strefablogera
Autor i własność: Robert Danieluk

Podziękowania dla: BeBella, OH! EVE Handmade Design, Earmuffs, BanditoCustom oraz dla Roberta Danieluka za świetną fotorelację. 


Czytaj więcej

POKAZ UFUFU BY MICHAŁ STAROST. MODA&STYL

16.02.2014 | 0 komentarze

Coco Chanel powiedziała kiedyś: "Moda, w której nie można wyjść na ulicę, nie jest modą". Trudno w tej materii się z nią nie zgodzić. Co przyniesie 2014? Na początek przyjrzałam się pokazowi UFUFU by Michał Starost, który odbył się niedawno w klubie Platinium Club w Warszawie razem z premierą najnowszego wydania ogólnopolskiego kwartalnika Moda&Styl. 

Obraz: Moda & Styl, Tomasz Raczek, Ariel Banaszewski

Imprezę poprowadził nowy redaktor naczelny Tomasz Raczek i chociaż jego wygląd i ogólna aparycja są dalekie od mojego wyobrażenia mężczyzny związanego z modą to muszę przyznać, że w swojej roli wypadł doskonale. Z początku widać było, że trochę zżerała go trema, ale już po kilku minutach nastąpiło totalne rozluźnienie i uśmiech od ucha do ucha, czyli 100% profesjonalizmu.

Kolekcja na sezon wiosna/lato 2014, to kolekcja niezwykle bogata w kolory, kobieca oraz wykonana ze zwiewnych i delikatnych tkanin. Mimo, że niewiele z zaprezentowanych kreacji było w moim stylu, to przyznaję, że kolekcja zasłużyła na moje uznanie. Przede wszystkim podobało mi się, że stroje były w pastelowych kolorach, a swoją lekkością podkreślały kobiece kształty i naturalność. Obserwując pokaz można było poczuć powiew lata, co zimą nie należy do najłatwiejszych zadań.

Obraz: UFUFU by Michał Starost na premierze najnowszego wydania ogólnopolskiego kwartalnika Moda&Styl

O ile sam pokaz w sobie był wart obejrzenia, to niestety sama organizacja pokazu zasługiwała na ocenę mierną. Przede wszystkim źle została zagospodarowana przestrzeń. Dziewczyny zamiast wychodzić na scenę spacerowały po podłodze przez co bardzo niewiele osób mogło cokolwiek z pokazu dostrzec. Zabrakło mi też trochę jakieś oprawy artystycznej i tzw. wisienki na torcie na koniec pokazu. Najważniejsze jednak, że pokaz spotkał się z uznaniem, a sam Michał Starost też wydawał się być usatysfakcjonowany. 

Na imprezę przybyły jak zwykle gwiazdy i gwiazdeczki serialowe. Muszę przyznać, że zawsze podziwiam fotografów, którzy trafnie potrafią rozpoznać komu zrobić zdjęcie, a komu nie. Poza osobami związanymi z branżą modową takimi jak Emil Bilinski, Dorota Wodzińska, czy Ariel Banaszewski to tylko rozpoznałam jeszcze parę osób znanych z serialów, które dopiero aspirują do bycia celebrytami.

Po pokazie wystąpił Paweł "Biba" Binkiewicz, który zyskał popularność dzięki udziałowi w programie X Factor. Mimo, że raczej nie oglądam tego typu show zbyt często, to akurat Pawła zapamiętałam. Już wówczas wzbudził moje zainteresowanie, bo to taki pozytywny wariat, który w śpiew wkłada całą swoją energię. Mimo, że większość jego repertuaru to były covery to w jego wykonaniu naprawdę fajnie się ich słuchało i w przeciwieństwie do modelek udało mu się zdominować scenę. 

Obraz: Paweł "Biba" Binkiewicz z programu X Factor

Tego typu imprezy mają to do siebie, że zawsze angażują masę różnych sponsorów i patronów, którzy próbują sprzedać swoją markę w blasku reflektorów i najlepiej jako tło dla pozującej właśnie przed obiektywem gwiazdy. Tutaj trzeba przyznać, że najlepiej ustawiła się firma OPI, która miała stand zaraz obok ścianki mediowej i wybiegu dla modelek. Poza tym goście mogli popijać wódkę J.A. Baczewski Vodkę Monopolową, gruzińską wodę Borjomi Polska, soki z Smaczek z Doliny Radomki oraz kawę Mistero Di Caffe, której ambasadorem jest Michał Wiśniewski. 

Po części oficjalnej goście mogli skosztować przekąski, które przygotowała Restauracja Galeon. Propozycje z ich strony były dosyć proste i bez wyrazistych smaków. Sam fakt, że mimo niewielkich ilości jedzenie nie zniknęło w mgnieniu oka jak to zwykle bywa na tego typu imprezach dobitnie pokazał, że specjały tej restauracji furory nie zrobiły. Poza tym partnerami byli jeszcze Restauracja Trattoria Siena, Instytut Glamour Hotel, Spa, Restauracja, Natara restauracja tajska, Multico Wellness&Spa, pierwsza w Polsce wypożyczalnia aut MINI.

Przy wyjściu zaś każdy dostawał torbę zawierającą różnego rodzaju ulotki i zaproszenia od partnerów imprezy, w tym m.in. bon o wartości 50 zł do wykorzystania na zakupy w UFUFU Concept Store. 

Specjalne podziękowania dla fotografa Pana Piotra Korczyńskiego




Czytaj więcej

WALENTYNKI SĄ PRZEREKLAMOWANE

15.02.2014 | 0 komentarze

Nie znoszę komerchy. Nigdy nie obchodziłam Walentynek i nadal nie uznaję tego całego serduszkowego wariactwa. W końcu Walentynki można obchodzić każdego dnia, a nie wtedy kiedy wskazuje na to kalendarz. Walentynki coraz częściej zamiast święta zakochanych stają się świętem kupieckim. Ale, czy wszyscy obchodzą Walentynki romantycznie? Wczoraj sprawdziłam alternatywną formę spędzania tego dnia.

Obraz: Walentynki jako przereklamowany produkt.
Image courtesy of Nutdanai Apikhomboonwaroot / FreeDigitalPhotos.net
Całe szczęście, bo ta serduszkomania zaczyna mnie już nudzić. To śmieszne, że motyw Walentynek wykorzystują nawet banki. Jeszcze trochę i może powstanie coś takiego jak kredyt walentynkowy albo lokata walentynkowa. Slogan reklamowy: Alior pierwszy bank na świecie, który ma konto tylko dla zakochanych.



Ale wróćmy do rzeczywistości. Na początek postanowiłam cofnąć się w czasie i wybrałam się na stylowy dansing w klimacie PRL do Spółdzielni CDQ. Po drodze odkryłam, że rejony ulicy Burakowskiej to niezłe zagłębie klubowe. Tymczasem jeśli chodzi o dansing, to organizatorzy zadbali o świetną atmosferę w stylowych wnętrzach rodem z PRL. Nie zawiodło również towarzystwo, które dansingowało przy tanecznych szlagierach w najmodniejszych kreacjach z lat 70 i 80-tych. Dla tych, którzy zaś woleli rozmowy przy stole otworem stał bufet ze wszelkimi napojami alkoholowymi i softami w przyzwoitej cenie i nie na kartki. Była też opcja powrotu do przyszłości na koncert w dolnej sali  Benefitowe Walę Tynki.

Obraz: stylowy dansing w klimacie PRL w Spółdzielni CDQ

Wybiła północ. Szybka zmiana ciuchów i ruszamy do Fabryki Czekolady na ul. Szpitalnej. Omyłkowo zaliczamy też imprezę firmową w klubie Sztuki& Sztuczki. Ale klimat krawaciarzy, to nie dla nas. Ostatecznie nasze serca podbija czwarte piętro Fabryki Czekolady, a tu pełny luz i przekrój Warszawki.

W strefie chillout’u można było wymienić się swoimi doświadczeniami odnośnie prowadzenie projektów lub po prostu podziwiać oryginalną instalację Kwiatkibratki "Lewitujący ogród", które przekazało dodatkowo upominki dla pierwszych 100 gości. Ale prawdziwe szaleństwo było na głównej sali, gdzie publikę rozgrzewał live act Rubber Dots — live act elektropopowy duet wokalistka Ania Iwanek i producent Stefan Głowacki.

Obraz: Fabryka czekolady -  Kwiatkibratki,  live act Rubber Dots, Strefa Bar Minus 200

Spragniony? Koktajle, walentynkowe receptury z musem malinowym i syropem różanym oraz azotowe specjalności w tym jelly-shots czekały w Strefa Bar Minus 200, który serwuje delikatnie rzecz ujmując mocno chemiczne trunki. Koncept oparty jest na robieniu z drinków coś na wzór lodów za pomocą ciekłego azotu. Pychotka! Chłopaki z Baru, jednak nie ograniczyli się do samego robiena drinków, ale zgotowali niezły show, który od początku do końca wywołał niezły dym.

Obraz: Strefa Bar Minus 200

Oczywiście, wymienione przeze mnie imprezy nie były jedynymi w Wawie. Fajnie wiedzieć, że nie całą Warszawę zdominował szał serduszkowy i, że są miejsca, gdzie mogą razem bawić się zarówno Ci zakochani, jak i single.








Czytaj więcej

REMA DAYS 2014 CZYLI WKRĘĆ SIĘ W REKLAMĘ

10.02.2014 | 0 komentarze

Niedawno miałam przyjemność być już po raz drugi na targach REMA DAYS, czyli imprezie must be dla każdej osoby związanej z branżą reklamową. Organizatorem jest GJC Inter Media. Muszę przyznać, że poprzez swój zasięg (podobno największe wydarzenie branży reklamowej w Europie Środkowej) i różnorodność Międzynarodowe Dni Reklamy Rema Days są jedną z najbardziej interesujących imprez branży reklamowej. W ciągu trzech dni w jednym miejscu spotyka się ponad 570 wystawców i 12 000 praktyków branży. Dla mnie jako osoby zawodowo związanej z reklamą i marketingiem jest to również okazja do zdobycia nowych inspiracji do pracy. W tym samym czasie, bowiem mogę podpatrzeć cztery różne sektory reklamy:

Obraz: plakat promujący REMA DAYS 2014

- Out&InDoorSystems, czyli firmy specjalizujące się w reklamie wewnętrznej i zewnętrznej: reklamie mobilnej, billboardach, megaplakatach, reklamie świetlnej i wizualnej, materiałach POS, standach, systemach wystawienniczych itd.

- GiftsWorld, czyli firmy specjalizujące się w produkcji i dystrybucji upominków reklamowych

-TechnologyPark, czyli firmy oferujące nowoczesne rozwiązania produkcyjne: druk wielkoformatowy, cyfrowy, haft, plotery, sitodruk, grawer, tampodruk, farby, folie, itp.

- PrintShow, czyli firmy związane z poligrafią - drukiem offsetowym i cyfrowym oraz komponentami do druku.

Impreza to nie tylko możliwość podpatrzenia konkurencji, czy spotkania się z klientami, ale przede wszystkim możliwość poznania najnowszych osiągnięć technologicznych w dziedzinie reklamy oraz nadchodzących trendów. Targi to jednak nie lada gratka również dla zwykłych zwiedzających, gdyż można nie tylko poznać świat reklamy od tzw. kuchni, ale również obkupić się w fajne gadżety po specjalnych cenach albo otrzymać jakieś w gratisie. Mimo, że impreza przedstawia reklamę w pełnym przekroju począwszy od in/outdoor poprzez artykuły promocyjne, gadżety, a skończywszy na usługach technologicznych, to tegoroczna impreza nie zaskoczyła mnie niczym specjalnym, czy bardziej innowacyjnym w stosunku do ostatniej edycji.

Przyznaję jednak , że kilka stoisk zyskało moją sympatię. Bardzo podoba mi się, że zwłaszcza dział eventowy idzie w kierunku minimalizmu i praktyczności. Moją uwagę zwróciły m.in. światła bezprzewodowe firmy Eventroom, które są zasilane wbudowanymi akumulatorami wielokrotnego ładowania, które mogą pracować do 24 godzin. Dzięki ich zastosowaniu można w łatwy sposób stworzyć dla każdego eventu oryginalną oprawę, zwłaszcza w przypadku tych niedostępnych lub trudnych do oświetlenia. To co jeszcze lubię w tym rozwiązaniu to, że lampy mogą przybierać dowolne kształty, są lekkie, elastyczne oraz łatwe w transporcie, a co więcej dzięki zaawansowanym sterownikom możliwe jest sterowanie wybranym urządzeniem lub wszystkimi jednocześnie.

Obraz: światła bezprzewodowe firmy Eventroom
Własność firmy Eventroom

Jeśli chodzi o gadżety to w zasadzie ciężko jest mnie czymś zaskoczyć, ale szczerze podoba mi się, że powstaje coraz więcej firm, które potrafią wyczarować cuda z czekolady i masy cukrowej. Słodycze to bardzo uniwersalny prezent i na pewno czekoladowy drobiazg lepiej zostanie zapamiętany niż kolejny plastik. Mało prawdopodobne też , że ktoś oskarży nas o łapówkarstwo.

Obraz: czekoladowe fondue

Nie dało się też nie zauważyć, że folklor nadal jest na czasie, a dobrze zaadoptowany może być nawet sexi czego przykładem są oczywiście rzeczy z filcu. Toporne i bez suwaka torby odeszły już do lamusa. Przyznam się, że niektóre z prezentowanych toreb chętnie bym zabrała do domu. Moje serce kupiły zwłaszcza dwie - urocza kopertówka z dyskretnym logo oraz klasyczna torba na laptopa. Jedną z fabrycznych torebek z brzydkim zielonym napisem logo postanowiłam zaadoptować na własny użytek i stworzyć własny wzór.

Obraz: torba z filcu

Od niedawna jestem również fanką reklamy pneumatycznej, która umożliwia niekończąca sie zabawę kształtem i formą za przystępne pieniądze. Dlatego na moje uznanie zasłużyła również firma Tent Grupa.

Obraz: reklama pneumatyczna firmy Tent Grupa sp. z o.o.
Udostępnione przez firmę Tent Grupa sp. z o.o.

Niezależnie od tego w jakim charakterze znajdziemy się na targach, to myślę, że zdecydowanie warto tam być chociaż raz. Targi, bowiem to nie tylko forum wymiany doświadczeń, źródło informacji dla osób związanych z branżą, ale również dla osób z poza niej, które mogą lepiej poznać świat reklamy i to jak powstaje. Jedyne czego rzeczywiście mi tu zabrakło, to trochę więcej innowacyjnych rozwiązań. Mam nadzieję, że za rok coś mnie w końcu zaskoczy i wywoła u mnie efekt WOW. 
Czytaj więcej

FUCK T-MOBILE I JEGO OBSŁUGĘ

07.02.2014 | 14 komentarze

Czy pamiętacie czasy Ery, kiedy funkcjonował klub premium, można było pogadać z konsultantem, a nie z automatem, były fajne promocje, a sklepy posiadały serwis techniczny? Bo ja tak. Wraz z T-Mobile standard obsługi klienta mocno obniżył się, żeby nie powiedzieć, że przestał w ogóle istnieć. Telefony niewiadomego pochodzenia, brak obsługi technicznej, pseudo promocje, gorsze warunki dla stałych abonentów, sprzedaż danych osobowych o to co dla mnie oznacza T-Mobile. A sądząc po liczbie złożonych zbiorowych pozwów przeciw operatorowi, to także dla sporej części naszego społeczeństwa.

Obraz: fuck T-Mobile
Źródło: http://kubape.blogspot.com/2012/12/t-mobile-w-trosce-o-moja-wygode.html
To, że T-Mobile jest dalekie od znajomości takich pojęć jak standardy obsługi klienta i transparentność przekonałam się nie raz, ale tym razem poczułam się naprawdę wydymana. 

Wszystko zaczęło się od chwili, kiedy zdecydowałam się udać do sklepu operatora w centrum Warszawy, aby oddać do naprawy w ramach gwarancji mój telefon LG. Już na wstępie miła Pani z okienka poinformowała mnie, że T-Mobile nie posiada już czegoś takiego jak serwis techniczny i, że powinnam sobie poszukać jakiegoś serwisu LG w Warszawie. Doprawdy odkrywcze - pomyślałam. Zapytałam się więc Pani po co mi gwarancja wystawiana przez T-Mobile, skoro później sama muszę się wozić z problemem. Pani chyba wyczuła moje zirytowanie i po kilku minutach grzebania w komputerze stwierdziła, że w sumie, to mogliby przesłać za mnie telefon do serwisu. Naiwnie ucieszyłam się, że udało mi się załatwić sprawę. Niestety mój uśmiech zniknął wraz z informacją, że serwis znajduje się w Mławie i że szacowany czas naprawy to 2-3 tygodnie. Pomijam już fakt, że telefonu zastępczego nie dostanę. To chyba jakaś kpina, ale oddałam telefon, gdyż przemiła Pani poinformowała mnie, że przesyłka wyjdzie jeszcze dziś i odnotuje, że zlecenie jest pilne ze względu na planowany wyjazd właściciela. Po 10 minutach marudzenia uzyskałam jeszcze numer telefonu do serwisu mając w zamyśle późniejszy z nim kontakt.

Obraz: telefony komórkowe i oszuści

I tutaj już kończy się urocza historia, a zaczyna prawdziwe zderzenie z poziomem obslugi w T-Mobile. No to zaczynamy ostrą jazdę bez trzymanki. Po kilku dniach kontaktowania się z serwisem LG, który ciągle mnie informował, że nadal nie dotarł do nich mój telefon wkurzona postanowiłam po raz kolejny skontaktować ze sklepem. Oczywiście bez większego skutku, bo w ciągu 2h non stop słyszałam komunikat, że żaden z pracowników na razie nie może odebrać mojego połączenia. Ok. To zadzwonimy sobie do Biura Obsługi Klienta i tu odbyłam jakże przemiłą pogawędkę z konsultantem, który na wstępie poinformował mnie, że przesyłka ze sklepu jeszcze nie wyszła. Jest to tym bardziej ciekawe, że na infolinii sklepu moje zlecenie miało statut - w naprawie. Jak widać dla T-Mobile naprawa oznacza już samo włożenie telefonu do koperty. Pan  był na tyle również pomocny, że chciał mi podać numer do sklepu, który de facto już miałam oraz poinformował mnie, że mogę napisać sobie mail reklamacyjny. Rewelacja. To na pewno rozwiąże mój problem. Poradziłam więc Panu, że skoro jest taki mądry to może sam zadzwoni do sklepu i zweryfikuje sprawę. I tu zaskoczenie - Pan się nie dodzwonił. W co nawet jestem w stanie uwierzyć. No, ale skoro mi się udało już połączyć z automatem, to powinnam czekać na połączenie z konsultantem - usłyszałam kolejną błyskotliwą uwagę. Potem przedstawiono mi rozległą instrukcję tego jak się dzwoni i, że nie powinnam rozłączać się i takie tam. Na co ja Panu, że to trochę skomplikowane, bo to akurat sklep sam przerywa połączenie po podaniu informacji, że żaden z pracowników nie jest w stanie odebrać mojego telefonu (przez ponad 2 h!). Swoją drogą, ciekawe, że koleś nie wiedział jak działają infolinie w sklepach.

Obraz: T-Mobile nie dba o klienta
Image courtesy of rattigon / FreeDigitalPhotos.net
Po tej całej gadce, która nic nie zmieniła, a mój tel nadal leży gdzieś w sklepie, zastanawiam się po co w ogóle mieć gwarancję od operatora, skoro się tylko na tym traci. Ja naprawdę rozumiem, że reklama z Wodeckim nie była tania, ale oszczędzanie na jakości raczej żadnej firmie nie wyszło na dobre. To doprawdy żałosne, że taka wielka sieć nie ma umowy z serwisem LG w Warszawie, który obsługuje całą Warszawę i okolice, a preferuje zakład w Mławie. Całą sytuację wyśmiała nawet kobieta z LG. Serio, ciekawa jestem czym sobie mławski serwis zasłużył na takie wyróżnienie? A już najbardziej zastanawia mnie to kiedy dostanę z powrotem telefon bo póki, co to czuję sie oszukana i zrobiona na różowo.

I wcale nie pociesza mnie to, że takich zrobionych w bambuko jak ja jest więcej. Podczas wizyty w sklepie poznałam m.in. Pana, któremu włączono bez jego zgody różne aplikacje nie informując go o tym, że po okresie testowym należy je wyłączyć. Inny miły Pan miał problem z tym, że zaczął płacić wyższe rachunki odkąd ma tzw. ambasadora, który gwarantował tańsze połączenia o 30%. Ale i tak najlepszy był trzeci Pan, który chciał rozmawiać z kierownikiem sklepu i dowiedział się, że dostępny jest on dopiero po 20, przy czym sklep jest do 19. Wielka szkoda, bo chciał poinformować, że będzie pozywać operatora i, że zgłosi się też do nich policja, bo okazało się, że telefon który zakupił w T-Mobile jest kradziony. Skąd o tym wiadomo? Ano, stąd, że szanowny Pan został zatrzymany przez policję za to, że posiada iPhone'a, który został zgłoszony przez inną osobę jako skradziony. Z tego co pamiętam, to był on z radia, więc bardzo ciekawa jestem dalszego ciągu wydarzeń. Ja zaś zbieram się do napisania kilku stronnicowej reklamacji, bo chyba na razie tylko to mi zostało.

Serdeczne podziękowania dla serwisu LG w Mławie, który potraktował moją prośbę poważnie. Wgrał najnowsze oprogramowanie oraz dostarczył telefon z powrotem w czasie szybszym niż T-Mobile wysłało go do serwisu. 



Czytaj więcej

CZY SEKS JEST NA SPRZEDAŻ?

06.02.2014 | 0 komentarze

Każdy wie, że nic nie sprzedaje się tak dobrze, jak seks. Seks związany jest nie tylko z procesem reprodukcji, ale wypełnia istotną część naszego życia. Seks jest wszędzie wokół nas. Seks, to nie tylko aktywność fizyczna. Odnosi się też do pewnego rodzaju emocji i te emocje istnieją w naszym życiu od zawsze. Wykorzystanie seksualności ludzkiego ciała nie jest nowym odkryciem współczesnych marketerów. Mówi się nawet, że zwykłe pożądanie seksualne zostało przekształcone w pragnienie konsumpcji.

Obraz: seks na sprzedaż
Image courtesy of adamr / FreeDigitalPhotos.net
Obraz nagich kobiet można było już zobaczyć w reklamie tytoniu z 1800 roku. Również przykłady Noxzema, De Beers, Maidenform i Miss Clairol pokazują, że seksualność była używana w marketingu od zarania dziejów. Jedyne, co ewoluowało, to jej wizerunek i obsadzenie w kontekście kulturalno - społecznym. W porównaniu do przeszłości, dziś reklama jest wręcz przesycona seksualnością i jeszcze bardziej oddziałuje na nasz umysł. Poza podprogowym wpływem i użyciem dyskretnych podtekstów o charakterze erotycznym bardzo popularna stała się otwarta, a w niektórych przypadkach nawet agresywna ekspozycja seksualności ludzkiej w odniesieniu do niemal każdego produktu lub usługi. Marketerzy bez zahamowań skutecznie próbują sprzedawać nam produkty odwołując się do naszych emocji seksualnych, nawet, jeśli nie mają one żadnego związku z seksem. To bardzo interesujące obserwować jak reklamy, które początkowo wykorzystywały niewinny kontekst biologiczny seksu zaczęły urastać do rangi niezłych pornoli.

Obraz: nagie kobiety w reklamie tytoniu z 1800 roku i rajstop Maidenform
Źródło: http://www.vintageadbrowser.com/tobacco-ads  oraz http://www.vintageadsandstuff.com/adsmaidenform.html
Czy reklamy o podtekście seksualnym naprawdę mogą być skuteczne? Co do tego nie mam wątpliwości. Najnowsze badania pokazują, że w naszym codziennym życiu większość ludzi kojarzy seks z przyjemnością, zmysłowością, emocjami i szczęściem. W odniesieniu do produktów, które w reklamie nawiązują do seksu, dany produkt również zyskuje na zmysłowości. W praktyce oznacza to, że produkt wykorzystujący w reklamie kontekst seksualny również będzie nam się później kojarzyć z przyjemnością i w związku z tym prędzej po niego sięgniemy. Tak właśnie działa siła perswazji reklamy. Ludzie podświadomie myślą wybierając dany produkt, że kupują również związane z nim emocje. Z tego wynika, że seksualność w reklamie działa nie tylko ze względu na swoje biologiczne uwarunkowanie, ale przede wszystkimi dzięki emocjom, które wywołuje. Nawet, jeśli to oczywiste, to czy reklama o kontekście seksualnym może być skuteczna przy promowaniu danej marki?

Obraz: seks i pranie mózgu
Image courtesy of Idea go / FreeDigitalPhotos.net
Oczywiście. Uczeni pieszczotliwie określają to zjawisko praniem mózgu, które łączy seks z tzw. warunkowaniem klasycznym. Jako pierwszy zbadał je Iwan Pawłow. Podczas eksperymentu na psie zauważył on, że podanie psu jedzenia wywołuje u niego ślinienie się. Reakcję tę nazwał odruchem bezwarunkowym, gdyż występuje on niezmiennie, bez uczenia się. Pokarm zaś jest bezwarunkowym bodźcem dla tej reakcji. Jeśli przed podaniem pokarmu zadzwoni dzwonek to po kilku próbach zacznie on wywoływać u psa to samo ślinienie, co pokarm. W ten sposób pies nauczył się, że dzwonek jest sygnałem karmienia. Sygnał ten to tzw. bodziec warunkowy, a efekt wywołany przez niego to odruch warunkowy. Wykorzystując zatem warunkowanie klasyczne można wywołać ślinienie dowolnym bodźcem, pod warunkiem że będzie on regularnie powtarzany w towarzystwie bodźca bezwarunkowego. Jak to się przekłada na marketing? Wyobraźmy sobie np. piwo i dziewczynę w bikini (odniesienie do seksu = zmysłowość i przyjemność). Tworzymy reklamę, w której występuje zarówno piwo, jak i dziewczyna. W ten sposób wykorzystujemy emocjonalne skojarzenia, co skutkuje tym, że w naszej podświadomości piwo będzie utożsamiane z dziewczyną, czyli przyjemnością. Myśląc o seksie myślimy o seksownej dziewczynie, a rozmyślając o niej zaczynamy mieć ochotę na piwo. Co więcej nagie ciało pobudza w nas pożądanie, poczucie piękna i doskonałości, możliwość poczucia czegoś wyjątkowego i niezapomnianego, czegoś co zaspokoi nasze pragnienie pożądania. To coś zapewni nam wspomniane piwo.



Twórcy reklamy doskonale wiedzą też, że impuls erotyczny wzmacnia proces zapamiętywania. Cechy danego produktu rzadko decydują o jego popularności. To, na czym głównie bazuje perswazja reklamy to emocje. Wiele badań potwierdza, że reklamy o charakterze emocjonalnym, a więc też te zawierające kontekst seksualny są dużo bardziej efektywne niż te oparte na racjonalnej argumentacji. Idąc tym tropem, reklama jest tym skuteczniejsza, im więcej emocji wywołuje u odbiorcy. Reklama taka zyskuje szybciej naszą sympatię oraz wymaga od nas mniejszej koncentracji. Każdy na pewno wie, że przepływ większości informacji w naszym umyśle odbywa się podświadomie. Emocje są poza naszą świadomością stąd bardzo łatwo jest nimi manipulować, co skutecznie wykorzystują nie tylko spece od marketingu, ale też celebryci, czy politycy. Z drugiej strony testy pokazują, że seksualna inteligencja nie jest wrodzona. Nabiera się ją z czasem, bazując na doświadczeniach, opiniach znajomych, poprzednich związkach itd. W przypadku reklamy oznacza to, że w seks użyty w danym kontekście może wywołać odwrotny efekt od zamierzonego, co najlepiej widać w kontekście kulturowym. Reklama europejska niekoniecznie musi być atrakcyjna w krajach Dalekiego Wschodu i vice versa.

Seksualność w reklamie można też rozpatrywać w odniesieniu do modelu AIDA, który powinien być uwzględniany przy projektowaniu reklamy. Skrót pochodzi od Attention - przyciągnięcie uwagi, Interest - wzbudzenie zainteresowania, Desire - wywołanie pragnienia zakupu, Action - pobudzenie do dokonania zakupu. Tłumacząc to na ludzki, reklama powinna przyciągnąć uwagę i wywołać nasze zainteresowanie. W efekcie będziemy chcieli posiadać reklamowany produkt i udamy się po niego do sklepu. Na przestrzeni lat zmieniał się nasz sposób odbierania rzeczywistości oraz postrzegania seksualności. Zwykłe pokazywanie nagiej kobiety czy mężczyzny, flirtu nie jest już tak skuteczne, jak było to jeszcze kilkanaście lat temu.

Obraz: kontrowersyjna reklama Dolce & Gabbana
Źródło: http://blogs.longwood.edu/advertising3/2012/10/11/dolce-gabbana-ad/  Własność: Dolce&Gabbana
Obecnie przyszedł czas na zjawiska, które nazywa się porno chic, czy pornografia reklamowa. Przedstawione w reklamie kobiety nie tylko są niezwykle piękne, ale mocno wyzywające i wręcz emanują perwersją. Kobiety już nie są dłużej ofiarami bezdusznych mężczyzn,  teraz to one stały się łowczyniami. Również romantyczne sceny pary zakochanych przy świecach zostały wyparte przez namiętne pocałunki i sceny łóżkowe. To zabawne, że można na nich nawet oprzeć scenariusz reklamy tabletek na przeziębienie. Marketerzy coraz częściej i agresywnie sięgają po seksualność, a raczej perwersję. Według Agencji Reuters tylko w USA kontekst seksualny w programach emitowanych w tzw. godzinach rodzinnych wzrósł o ponad 23% od roku 2001 a tylko 10% programów nie zawiera scen łóżkowych. Innymi słowy współczesny świat kręci się wokół seksu, który dodatkowo nakręcają media. To w jakim tempie osiągnęła popularność piosenka My Słowianie dokładnie wpisuje się w ten scenariusz.


Któregoś dnia w ramach małego eksperymentu postanowiłam wpisać w wyszukiwarkę YouTube słowa seks (sex) , seks w reklamie ( sex commercial, sex in advertisement). Szczerze doznałam niezłego szoku. W ciągu dwóch godzin obejrzałam ponad 30 reklam różnych produktów (alkohole, samochody soki, płatki kukurydziane, ubrania, kosmetyki itd.). Wszystkie z nich zawierały znaczący kontekst seksualny, a niektóre na pierwszy rzut oka wyglądały jak porno. Ciekawe było to, że większość reklamowanych produktów normalnie w żaden sposób nie kojarzą się z seksem. W praktyce, jednak takie reklamy mogą być skuteczne. Wszystko zależy od produktu i tego do kogo skierowany jest przekaz, bo wiadomo nie od dziś, że skojarzenia męskie mogą być często dalekie od tych kobiecych. A już mieszanka wybuchowa to połączenie seksu z humorem. A tutaj kilka obejrzanych reklam przy których nieźle się uśmiałam.

Reklama pasty do zębów Sensodyne


Reklama sklepu Ikea


Guma do żucia Bubblicious



zupa do mikrofalówki Heinz


piwo Apuah

Czytaj więcej