ZASMAKUJ ŚWIATA ZA PIĄTAKA I PRZY OKAZJI ZRÓB COŚ POŻYTECZNEGO

24.11.2013 | 0 komentarze

Filipiński pudding, armeńskie wino, tunezyjskie figi, czy ukraińska czekolada? A Ty? Na co masz ochotę? To tylko niektóre z przysmaków, które czekały w niedzielę na odkrycie na kilkuset metrach hotelu Marriott w Warszawie. Mowa tu oczywiście o Międzynarodowym Kiermaszu Dobroczynnym (International Charity Bazaar). Jego organizatorem jest Grupa SHOM zrzeszająca panie ambasador i żony rezydujących w Polsce dyplomatów. Impreza odbywa się we współpracy z polskim Ministerstwem Spraw Zagranicznych. Jego początki sięgają 1999 roku, kiedy to żona ówczesnego ambasadora Belgii, Elena C. van Hellemont wraz z kilkoma innymi małżonkami ambasadorów postanowiły zorganizować comiesięczne nieformalne spotkania. Od 2008 r. grupa podjęła działalność charytatywną. Od tamtej pory pomogła już 25 różnym organizacjom. Słowa uznania należą się też dyrekcji hotelu Marriott, która udostępnia nieodpłatnie sale  na potrzeby wydarzenia.  


Obraz: Międzynarodowy Kiermasz Dobroczynny w Marriocie

Impreza ma formułę "wielkiego targu" składającego się z licznych stoisk, na których praktycznie można było znaleźć wszystko począwszy od szwajcarskich czekoladek Lindt po egipski papirus, rosyjskie matrioszki, a skończywszy na chińskiej porcelanie i filipińskich perłach. 



Narodowe przysmaki kulinarne oraz pamiątki na kiermasz przekazują uczestniczące w nim ambasady. Za "bazarowym" eventem kryje się, jednak szczytny cel - dochód z imprezy zostanie przekazany na cele charytatywne m.in. na potrzeby SOS Wioski Dziecięce, the Amicus Foundation, Centrum Praw Kobiet i Domu Wspólnoty Chleb Życia oraz innych mniejszych organizacji. 


Obraz: Stanowisko Filipin na Międzynarodowym KiermaszuDobroczynnym w Marriocie

Impreza trwała od rana aż do godziny 17 i bez dwóch zdań frekwencja dopisała, a wręcz było tłumnie, co niestety momentami było uporczywe dla kogoś, kto, tak jak ja nie znosi tłumów i kolejek. Ambasady rzeczywiście stanęły na wysokości zadania, bo jeśli chodzi o asortyment, to był pełen przekrój poprzez najbliższych sąsiadów Polski, a skończywszy na krajach Dalekiego Wschodu i Ameryki Południowej.

Obraz: Daleki Wschód i Ameryka Południowa na Międzynarodowym Kiermaszu Dobroczynnym w Marriocie

Wszystko brzmi fajnie, ale niestety muszę przyznać, że trochę rozczarowałam się formułą imprezy. Przede wszystkim zabrakło dla mnie większej ilości degustacji i interakcji. Niestety, większość stoisk skupiła się na czystej sprzedaży, a nie na możliwości zaprezentowania czegoś oryginalnego, niedostępnego, na co dzień. Odniosłam też wrażenie, że niektóre "kraje" nie do końca zrozumiały formułę imprezy. 

Przykładowo stoisko Niemiec wyglądało jak stanowisko Lidla na targach FMCG - poza różnymi żelkami i słodyczami prosto z Lidla nie było tam nic więcej. 

Obraz: armeńskie wino i szwajcarskie czekoladki na Międzynarodowym Kiermaszu Dobroczynnym w Marriocie

Patrząc na niektóre stoiska czasami odnosiło się wrażenie, że powstały one na zasadzie "zbierzmy to, co mamy w domu i wystawmy na sprzedaż". Ten pomysł jak dla mnie nie miał szans sprawdzenia się. Najlepiej to było widać na stanowisku włoskim, gdzie można był zarówno znaleźć ubranka dziecięce, makarony, kawę i tu uwaga - torebkę BATYCKI ? O, ile dobrze kojarzę, to jest, to polska marka. Co zatem robiła na stoisku włoskim? Być może powędrowała tam w ramach transferu ze stanowiska polskiego. Swoją drogą, uważam, że Polska zaprezentowała się bardzo dobrze. Można tu było nie tylko spróbować polskich przysmaków, ale również obkupić się zarówno w tradycyjne wyroby, jak i designerskie fanty. Oczywiście, nie mogło tu też zabraknąć najważniejszego produktu eksportowego, czyli wódki. Tym razem zaprezentowała się ona w efektownej butelce w kształcie bombki. Jak dla mnie to bardzo fajny  i na czasie pomysł. 

Trochę ponarzekałam, to teraz czas na pochwały. W moim odczuciu najlepiej zaprezentowały się kraje afrykańskie oraz azjatyckie, które przede wszystkim oferowały piękne i oryginalne "hand made" produkty, które w prosty sposób oddawały kulturę danego kraju. Moją uwagę zwróciły m.in. nigeryjskie nakrycia na głowę, algierskie obrazy z pustynnego piasku. Przyznaję, że naprawdę cała masa produktów zasługiwała na uwagę, a co więcej na zakup. Patrząc po niektórych torbach, to wiele osób dało ponieść się zakupowemu szaleństwu. Jako poszukiwaczka nowych smaków również i ja nie mogłam oprzeć się tej przyjemności. Na początek zaserwowałam sobie wietnamskie pierożki z krewetkami i mlekiem kokosowym a na deser szwedzkie kruche ciasteczka ze skórką pomarańczową. Na koniec zakupiłam ciastka szwajcarskiej marki, której do tej pory nie spotkałam w naszym kraju i armeńskie pół słodkie wino z granatu. Przyznaję, że armeńskie trunki kusiły nie tylko oryginalnymi smakami, ale przede wszystkim ciekawymi butelkami w różnych kształtach. 



Czytaj więcej

NIEFOTOGRAFICZNE KOLEKCJE H&M

21.11.2013 | 0 komentarze

Czy ktoś z Was jeszcze pamięta dzień, w którym otworzono 3-piętrowy sklep H&M przy Marszałkowskiej w Warszawie? Ja doskonale, bo tego dnia przeżyłam ogromne rozczarowanie. Od miesięcy nikt nie mówił o niczym innym jak o otwarciu nowego salonu w centrum stolicy. Niektórzy ludzie (zawsze zastanawia mnie motywacja takich osób) czatowali pod sklepem już w nocy. Tymczasem dla mnie okazał się on być kolejną sieciówką ze słabej jakości  ciuchami rodem z secondhand-ów stąd tylko różnicą, że ceny  nie były lumpeksowe.

Obraz: David Beckham dla H&M - kolekcja bielizny 2012

Na szczęście albo na nieszczęście, bo zależy, kto co lubi  z upływem czasu marka przeszła naprawdę ogromną metamorfozę. Mimo, że wciąż nie grzeszy jakością, to designem dogoniła taką, chociażby Zarę i zagościła również w mojej szafie, podobnie jak, u co drugiej dziewczyny na ulicy. Kiedy, jednak patrzę na kolejną odsłonę kampanii billboardowych zastanawia mnie jedna rzecz. Dla H&M tworzyły m.in. takie sławy jak: Marni, Stella McCartney, Versace, Madonna, Kylie Minogue, Victor & Rolf, Karl Lagerfield, Rei Kawakubo, Sonia Rykile, Jimmy Choo i Lanvin, czyli teoretycznie marka powinna współpracować również z najlepszymi fotografami. Tymczasem patrząc na ich reklamy odnoszę wrażenie, że robił je początkujący student fotografii  i ogarnia mnie zwątpienie widząc jak są łamane fundamentalne zasady dobrej fotografii. Zniekształcone lub spłaszczone  piersi modelek w kolekcji Rykiel, kwadratowe przyrodzenie Beckhama, czy modelki z poobcinanymi rękami to tylko jedne z nielicznych smaczków, których się doszukałam. A może Wy też jakieś dostrzegliście? Może będę oryginalna w swoim zdaniu, bo przecież o gustach się nie dyskutuje, ale osobiście uważam, że ze znanych mi modowych marek dużego formatu to H&M ma najgorsze zdjęcia.  Ale może tylko czepiam się? Za to szczerze doceniam  w tym temacie markę Reserved. Każda kampania przy okazji nowej kolekcji ma swój oryginalny i moim zdaniem przemyślany styl, a modelki  zachęcają być ubrać się właśnie u nich. Brawo dla ojców-założycieli Panów Marka Piechockiego i Jerzego Lubiańca, którzy udowodnili, że polska marka ma klasę i może śmiało konkurować z zagranicą nie tylko stylem, ale również komunikacją marketingową.

Obraz: Sonia Rykiel dla H&M - kolekcja wiosna 2010

Warto dodać, że H&M zaliczył również wpadkę nie tylko estetyczną, ale również etyczną, za którą musial publicznie przeprosić. Powodem byla kampania reklamowa strojów kąpielowych w sezonie lato 2012, której twarzą była znana brazylijska modelka Isabel Fontana. I to właśnie jej się też oberwało. Oburzenie w wywołała zbyt intensywna opalenizna modelki i markę oskarżono o promowanie zachowania groźnego dla zdrowia, bo jak każdy wie nadmierne opalanie może doprowadzić w najlepszym przypadku do poparzenia a w najgorszym do raka skóry. Nie był to zresztą pierwszy raz, kiedy gigantowi postawiono tego typu zarzuty. Wcześniej H&M był atakowany z powodu umieszczania w swoich kampaniach reklamowyh bardzo chudych modelek. Późniejsza współpraca firmy z Anją Rubik pokazuje jednak, że marka ma sobie za nic oskarżenia o lansowanie wśród młodych ludzi ideału piękna, który może być zabójczy i wpędzić wiele dziewczyn w anoreksję.

Obraz: Isabel Fontana w kolekcji H&M lato 2012






Czytaj więcej

UDERZAJĄCE OLEOLE CZYLI POZNAJ GRANDE OKAZJON W AKCJI!

20.11.2013 | 1 komentarze

Stoję sobie spokojnie na stacji metra, a tu nagle szok. Po prostu mnie zatkało. Na ekranie Stroer pojawia się biało-czarna tablica strzelnicza, a po chwili blond laska topless, która przybliża i oddala od siebie ananasy na wysokości swojego biustu...Zastanawiam się, o co chodzi, więc z ciekawości oglądam dalej, bo nie wierzę, że to może być jakaś reklama. A tu niespodzianka - nagle mym oczom ukazuje się Grande Okazjon! Witaj kolejna reklamo sklepu internetowego OleOle. Przyznaję, że pierwszy raz sama nie wiem, co myśleć o tym spocie. Oryginalne? Na pewno. Głupie? Jak cholera. Efektywne? Wygląda na to, że tak, bo trudno nie zapamiętać nazwy marki. Czy dobra? Proszę oceńcie sami. Zapraszam do wypatrywania spotu w oczekiwaniu na metro, a póki co jego wersja internetowa ze strony sklepu.

Obraz: reklama sklepu internetowego OleOle

Ciekawe, czy nowa kampania przypadnie do gustu Komisji Etyki Reklamy? Bowiem ostatnia reklama sklepu internetowego z grudnia ub.r. pt. "Uderzająca oferta" nie spodobała się, a wręcz wywołała oburzenie. Według Komisji reklama nie jest zgodna z przyjętymi normami społecznymi, gdyż promuje agresję i poniża kobiety. Tym samym łamie ona kodeks branżowy. Dla przypomnienia na spocie widać kobietę uderzaną przez rękawicę bokserską. Mimo zniekształcenia twarzy jest ona nadal uśmiechnięta. Powstała również wersja, gdzie uderzany jest mężczyzna. W złożonej skardze czytamy, że reklama zachęca do przemocy i budzi wyłącznie negatywne emocje, sugerując, że bicie sprawia radość.  A co Wy sądzicie o tej sprawie? Czy Waszym zdaniem OleOle zostało słusznie ukarane? Bo ja myślę, że podobny los czeka najnowszy spot.
                               






Czytaj więcej

MIĘDZYNARODOWA UCZTA DLA REKLAMOŻERCÓW 2013

17.11.2013 | 3 komentarze

Na zgubę większości ludzi wydłużają się bloki reklamowe, zwłaszcza w telewizji komercyjnej. Na szczęście są tacy, którzy poza filmami wolą oglądać dobrze skrojone reklamy. Zwie się ich „reklamożercami”. Wśród nich jestem ja i to m.in. dla mnie odbywa się od ponad 30 lat w 40 krajach międzynarodowe święto reklamy, czyli Noc Reklamożerców (po raz 22 w Polsce), unikalna w skali całego świata impreza filmowa, złożona z projekcji starannie wyselekcjonowanych reklam. W tegorocznej edycji można było ich zobaczyć prawie 300 z 50 państw. Wczoraj jeden Pan w kolejce po kawę zapytał mnie, czy „nie szkoda mi pieniędzy na oglądanie reklam, które przecież zupełne  za darmo mogę obejrzeć w TV?”. I tu mój Panie poprawka. 


Obraz: plakat reklamujący Noc Reklamożerców 2013 w Multikinie


Po pierwsze ani telewizja cyfrowa ani internetowa nie jest za darmo, a pod drugie w telewizji nigdy nie zobaczymy pełnej wersji reklamy, a max 30 sekundowy spot. Co więcej wątpię, by jakiś europejski serial przerwała reklama z Madagaskaru, Australii, czy Japonii. Cały urok festiwalu polega na tym, że podczas jednego wieczoru mamy szansę za sprawą reklam odbyć podróż dookoła świata i popatrzeć na inne kraje i kultury z dystansu. W końcu reklama, to swoiste odbicie naszej rzeczywistości, stylu życia, wartości, czy kompleksów. Nie zapominajmy również, że w tzw. zachodnich krajach reklama często urasta do piątej władzy oraz służy jako narzędzie socjalizacji społeczeństwa.

W przeciwieństwie do polityków reklama do niczego nie zmusza, niczego nie zakazuje, a jedynie sugeruje jak wygląda lepszy świat, do którego chce aspirować każdy z nas. Fakt, że niektóre spoty, to niezłe porażki, ale wśród nich trafiają się też perełki urastające do filmów krótkometrażowych i ciekawych opowieści. Inne zaś, to błyskotliwe anegdoty wywołujące uśmiech, czy też niezłe moralizatory zmuszające do głębszej refleksji. Do odbiorcy należy odczytanie znaków, symboli i tylko od stopnia jego wtajemniczenia zależy, czy poprzestanie na odkodowaniu podstawowego poziomu komunikatu, czy też odgadnie metaforę i ukryte przesłanie. I tutaj na naszą percepcję ma  wpływ również, to w jakiej kulturze wyrastaliśmy, nasz poziom wykształcenia, to jakimi wartościami kierujemy się itd.  Symbolizm  stanowiący klucz do świata kultury nie jest niczym nowym w reklamie. Czytanie reklamy, to pewien rodzaj zaproszenia do gry, do zabawy, przejścia na drugą stronę lustra.

Reklama nie jest dosłownym źródłem wiedzy o społeczeństwie, lecz bardziej filtrem, poprzez, który to społeczeństwo można badać. Bez względu na, to, czy ktoś jest fanem reklam czy nie, powinien, moim zdaniem wybrać się na taki festiwal, chociaż raz. Warto wówczas pamiętać o termosie z kawą, popcornie i poduszce, bo wysiedzieć w fotelu z krótkimi przerwami trzeba ponad 5 godzin.  Każdej edycji festiwalu towarzyszy jakiś temat przewodni. W tym roku mam wrażenie, że były to reklamy z krajów dalekiego i bliskiego Wschodu oraz Australii, czy Nowej Zelandii – jednym słowem poza europejskie. I tu jakże wielkie zaskoczenie. Do tej pory często słyszałam, że polska reklama jest daleko w tyle za reklamą zachodnią, czy amerykańską. Tymczasem, kiedy ogląda się reklamy np. z Japonii, Kambodży, czy Jamajki i Belize (pierwszy raz wśród reklamożerców), to nagle dostrzega się, jak wielka przepaść istnieje między tą częścią świata, a całą Europą w odniesieniu do kreacji i samego konceptu. Kiedy zachodni świat dąży do coraz większej kreatywności, rozbudowanej metafory druga część globu skupia się na prostym i niewymagającym użycia jakiś niezwykłych technologii przekazie „wybieraj to, co dobre, bo dobre jest dobre”.  

Obserwując reakcje ludzi w kinie zauważyłam, że w naszym kraju od reklamy zaczyna wymagać się czegoś więcej niż tylko ładnej prezentacji produktu. Reklamy azjatyckie i afrykańskie są dla nas banalne i niezrozumiałe,  a nawet wręcz pokraczne. Ku mojemu zaskoczeniu w awangardzie kreatywności pławią się takie kraje jak Ukraina, Rosja, Białoruś, Węgry, Kazachstan, Serbia i Słowacja. Podczas gdy reklamy australijskie i nowozelandzkie eksplodują poczuciem humoru. Na tle reszty wyróżnia się również Szwajcaria, która, podobnie jak kraje skandynawskie nie uznaje żadnego tabu a nagość i najniżej znajdujące się w piramidzie Maslowa potrzeby ludzkie pokazuje bez zbędnego patosu i zawstydzenia. To doprawdy zaskakujące jak poprzez pryzmat reklam można w oryginalny i niewymuszony sposób pokazać różnice kulturowe i charakterystyczne cechy narodowe.  

Oczywiście, jak każdy mam swoich faworytów, jak i tzw. czarną listę reklam za które nie zapłaciłabym ani złotówki. Reklam było ponad 300. O gustach nie będę dyskutować. Bazując, więc na własnych doznaniach estetycznych oraz teorii marketingowej zrobiłam mini ranking 13 najlepszych i 12 najgorszych, moim zdaniem reklam.

Dodam jeszcze, że poza projekcjami reklam festiwal oferował również przestrzeń reklamą na terenie kina i to wydaje mi się również ciekawy temat do omówienia w przyszłości. Tymczasem w wielkim skrócie. Podczas festiwalu można było zasmakować kuchni indyjskiej a dokładniej kurczaka z ryżem w  sosie łagodnym przygotowanym przez jedną z restauracji – generalnie pomysł trafiony, bo wiadomo, że przed seansem warto coś zjeść. Tuż obok stanowisko Mary Kay – gdzie można było powąchać wybrane artykuły kosmetyczne i zapisać się na krótkie szkolenie z makijażu. Hmmm…fajne to i nie fajne. Teoretycznie kosmetyki przyciągają. Praktycznie, kto wybierając się do kina będzie zainteresowany dłuższą dyskusją nad kremami, gdy może udać się każdego innego dnia do najbliższej galerii handlowej np. takiego Douglasa  i przetestować różnorodne produkty każdej marki? Tego typu promocje może mogły być ciekawe, ale 20 lat temu, kiedy jeszcze kosmetyki z zachodu były dostępne tylko w Pewexie i tylko dla nielicznych. Tak więc miłe Panie mówimy Wam zdecydowane nie. 


Obraz: stanowisko Tupperware na Nocy Reklamożerców 2013 w Multikinie


Po przeciwnej stronie mamy jednego z głównych sponsorów – piwo Somersby i tu brawo za doskonałe wyczucie czasu i miejsca. Wiadomo, że zarówno podczas projekcji jak w trakcie przerwy prawdziwy Polak chętnie napije się zimnego piwa. Mimo, że sama wielką fanką Somersby nie jestem, to, jednak bardzo podobało mi się zagospodarowanie przez firmę przestrzeni wystawienniczej i stworzenie w kinie zielonej strefy, w której można było sobie przycupnąć na trawce i poczuć się, jak latem. Na koniec została nam wisienka w postaci firmy Tupperware  - słynny producent m.in. genialnych pojemników na żywność i butik Malou z damską bielizną. O, ile ta pierwsza zaskoczyła wszystkich losowaniem pojemników na ser (byłam jedną ze szczęśliwców), to ta druga tylko wręczała ulotki wraz z mydełkiem. To, czy była to trafiona promocja zostawiam już Waszemu osądowi. 


Obraz: ogródek Somersby na Nocy Reklamożerców 2013 w Multikinie


Tymczasem prezentuję moją listę rankingową:

Lista 13 najlepszych (kolejność jest przypadkowa)

reklama Lenovo Yoga Tablet "Beta Test" z aktorem Ashton Kutcher (Saatchi & Saatchi Asia Pacific 2013) – za genialne wykorzystanie skojarzenia z  ostatnią rolą aktora w filmie „Jobs”

reklama papieru toaletowego Le Trèfle (Francja 2013; w Polsce marka Regina) –  za prosty i zabawny koncept

reklama Coca Cola “I love you Africa” (RPA 2010) - za dobry smak i lokalny patriotyzm

reklama szamponu Pantene ( Rosja 2012) – za ślicznie opowiedzianą historię i puentę na koniec

reklama cukru Tiense ( Belgia 2012 ) – za koncept i dobór muzyki

reklama kosmetyków do układania włosów VO5Extreme Style (UK 2012) - za koncept

reklama sosów  Althea (Włochy 2013) – za odwagę i przełamanie tabu

reklama Planet Fitness (USA 2013) – za dobrą parodię

reklama piwa Tooheys Exra Dry „Nocturnal migration” (Australia 2011) – za koncept i genialne wykorzystanie roli muzyki

reklama TheCrate Escape - Carlsberg Commercial (2012) – za humorystyczny koncept i element zaskoczenia

reklama Comsote “Veteranul” (Rumunia 2012) -  za mądry przekaz i dobrze pojęty nacjonalizm

reklama The All New2013 Toyota Corolla - Feels Good Inside (Francja 2013) – za orygnalny i śmieszny koncept


reklama soczewski Optifog  - za humor

Lista 12 najgorszych (kolejność jest przypadkowa):

reklama Mercedes – Benz „Journey” -  za pozycjonowanie mercedesa jako auta rodzinnego dla każdego oraz za nieświadome uczenie dzieci złych zachowań

reklama żelu i koszulki Mennen „Kill The Bouée” dzięki którym można pozbyć się „oponki”  (Francja 2012) – koncept super, ale dobór aktora chudzielca do walki z tłuszczykiem nietrafiony

reklama Tequila Centenario “Escucha elllamado” (Meksyk 2013) – za nietrafiony koncept połączenia tequili i aniołów

reklama komórek NTT Docomo Touch Wood - Forest Xylophone (Japonia 2011) – za sprzeczny komunikat bycia w zgodzie z naturą i jednocześnie zniszczenie drzew do produkcji reklamy

reklama ołówka Faber-Castell “Don’t Miss AWord” (Singapur 2012 ) – za zły gust i koncept oparty na brutalnej grze o zabijaniu.

reklama piwa Red Stripe “Mission ImPAWSible 3 – Party” (Jamajka 2011) – tak głupie, że aż śmieszna

reklama prezerwatyw Trojan – jak można w ogóle tak nazwać markę prezerwatyw?!

reklama napoju energetycznego Boosterds (Serbia 2011) – za głupotę w pełnej krasie 

reklama zegarków Solvil Et Titus (2012 Hong Kong) – ciężkie jak na europejską kulturę i trochę przegadane

reklama Ford Falcon  "Frogs Toads" (Australia 2012) - zabijanie płazów na ekranie jest niesmacze

reklama przypraw Mamita  - tlusta "baba" oblizująca palce jest raczej niesmaczna


reklama FunnyFedEx Commercial- Less Urgent Shipping – słabe jak na FedEx


Czytaj więcej

KAŻDY KIBIC JAK VIP

07.11.2013 | 0 komentarze

O tym, że działania marketingowe coraz częściej idą w kierunku rozwiązań niestandardowych wspominałam już nie raz. Przykład, o którym zaraz opowiem udowadnia dodatkowo, że takie rozwiązanie wcale nie musi pochłaniać gigantycznego budżetu, ba nawet nie musi być produkowane masowo. Wystarczy dobry pomysł i lokalizacja. W naszym przypadku będzie to lotnisko we Wrocławiu – budynek zachwycający wielu swoją architekturą, doskonałą baza dla lowcostów, ale raczej skromne, jeśli chodzi o infrastrukturę lotniczą.  Jako dosyć niewielkie lotnisko raczej nie oferuje ono zbyt dużego pola do popisu dla reklamodawców, co nie znaczy, że nie jest to dobre miejsce, by zapromować się. Ryzyko podjął m.in. Stadion Wrocław.


Obraz: ścianka wystawiennicza Stadionu Wrocław na lotnisku we Wrocławiu

Kiedy przyjrzymy się z bliska to w zasadzie mamy do czynienie ze zwykłą ścianką wystawienniczą typu POP UP (koszt ok. 1200 PLN), ale wystarczy tylko dodać kawałek imitacji murawy i dwa stadionowe plastikowe krzesła i mamy efekt gwarantowany. Całość wygląda efektownie, ma swój klimat i przyciąga oko. Sama forma zachęca do tego, by zatrzymać się, choć na chwilę, a nawet przysiąść i zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. W ten sposób reklama stadionu pójdzie w świat i raczej małe prawdopodobieństwo, że ktoś nie zapamięta tego, że we Wrocławiu jest  „zajebisty” stadion. Czy ktoś z Was może już takie zdjęcie ma na koncie, a może miał przyjemność oczekiwać na krzesełku na swój lot? 

Obraz: stanowisko relaksacyjne i hot spot T-Mobile na lotnisku
Skoro już jesteśmy przy temacie reklamy na lotnisku, to chciałabym omówić jeszcze jeden przykład, który zwrócil moją uwagę w sposób pozytywny. Mowa tu będzie o stanowisku T-Mobile. Na stosunkowo niewielkiej przestrzeni został zorganizowany hot spot, w którym znajdują się  wygodne fotele i krzesła do siedzenia oraz dodatkowo w kolumny wmontowany jest automat do kawy oraz telewizor. Całość wygląda estetycznie i doskonale w wkomponowuje się w strukturę lotniska stanowiąc jednocześnie doskonałą reklamę dla sieci komórkowej.

Warto dodać, że zagranicą operator  jeszcze dobitniej zaznaczył swoją obecność na lotnisku wykorzystując narzędzie flashmobu i marketingu wirusowego. Na terenie lotniska Heathrow w Londynie zorganizowano śpiewający flashmob, który na pierwszy rzut oka wydawał się być bardzo spontanicznym. Anglicy witani byli przez śpiewający tłum niezupełnie przypadkowych ludzi. T-Mobile do tego celu zatrudnił 500 śpiewających tancerzy, którzy na „planie zdjęciowym” spędzili 12 godzin. Nakręcony na Terminalu 5 materiał zmontowano w 3-minutowy filmik, który bardzo szybko obiegł media.  Nie wiem jak dla Was, ale na mnie robi on wrażenie i zastanawiam się, czy coś podobnego można, by zorganizować na jakimś polskim lotnisku. 

Czytaj więcej

REKLAMA SPOŁECZNA CZYLI ZAPAŁKI O SEKSIE

05.11.2013 | 4 komentarze

Przedwczesny wytrysk, to jeden z tych męskich problemów, o których rzadko mówi się. Tymczasem, to problem co trzeciego mężczyzny na świecie i jest najczęściej występującym zaburzeniem seksualnym. Co, to oznacza w praktyce? Teorii na temat jest wiele. Według badań Journal of Medicine (maj 2005), to wtedy, gdy mężczyzna "kończy" poniżej 2 minut. Według innych źródeł o przedwczesnym wytrysku mówimy wtedy, gdy występuje  poniżej 15 ruchów frykcyjnych. Jeszcze inni uważają, że ma on miejsce wtedy, kiedy facet ma wytrysk, zanim partnerka szczytuje. Jak widać teorii jest cała masa i pewnie drugą tyle mogli by zdefiniować sami panowie. Nie da się ukryć, że jest to temat wstydliwy i większość z nas nie jest przyzwyczajona do mówienia o tym na forum publicznym. Zdaniem lekarzy, to zasadniczy błąd. Problemy na tle seksualnym nie powinny być tematem tabu ani sprowadzane do kategorii niższego szczebla, czy dyskryminacji. 


Obraz: międzynarodowa kampania informacyjna dot. przedwczesnego wytrysku

Stąd Europejskie Towarzystwo Medycyny Seksualnej (ESSM) postanowiło stworzyć międzynarodową kampanię informacyjną w celu zwiększenia świadomości na temat problemu przedwczesnego wytrysku. Kampania ma przede wszystkim przełamywać społeczne tabu, prywatny wstyd, a zwłaszcza zachęcać do dialogu z partnerem i lekarzem. Międzynarodowy projekt został zrealizowany lokalnie w krajach UE. Tutaj przedstawiam przykład kampanii hiszpańskiej, której zarówno spot reklamowy jak i billboard zobaczyłam w Barcelonie. Sama kreacja, jak i koncept reklamy są wyjątkowo proste, ale dzięki temu w oryginalny sposób został zobrazowany problem, którego dotyczy kampania. Para kochanków przedstawiona została w postaci dwóch zapałek, które wzajemnie próbują się rozpalić. Niestety, jedna z nich spala się, zanim ta druga zapłonie. Druga zapałka pozostaje nieusatysfakcjonowana i smutna. Moim zdaniem ta prosta animacja świetnie obrazuje to, co się dzieje w łóżku, gdy facet ma wspomniany problem seksualny. Bardzo podoba mi się, że bez zbędnych komentarzy, wyszukanych obrazów w dyskretny i jednocześnie zabawny sposób  kampania daje jasny przekaz: mężczyzno pamiętaj, by, to nie był tylko moment, ale byś w pełni umiał cieszyć się tą chwilą. Poniżej polska wersja spotu. 



Czytaj więcej

BIEDNA STYLISTKA ELLE

02.11.2013 | 0 komentarze

Miesięcznik Elle, to jeden z tych magazynów dla kobiet, który można zaliczyć, to tzw. klasyki prasy kobiecej. Wychowały się na nim nasze babcie, mamy, my i będą również nasze wnuczki, ale nawet największym zdarza się zaliczyć czasem wtopę. Takie jest już życie. Osobiście bardzo cenię Elle. 


Obraz: fotografia Yin Chao
Autor fotografii: Yin Chao źródło: http://www.superyinchao.com

Tym bardziej z wielkim bólem muszę przyznąć, że mnie mocno rozczarował ich konkurs "Zostań stylistką ELLE", który opierał się na stworzeniu selekcji siedmiu ubrań i dodatków dostępnych na stronie showroom.pl, a nagrodą był dzień na planie profesjonalenj sesji zdjęciowej dla ELLE. Magazyn pozycjonuje się jako "międzynarodowa, luksusowa marka dla młodych, poszukujących inspiracji kobiet." 
Obraz: billboard reklamowy konkursu Zostań stylistką ELLE
Tymczasem, kiedy patrzę na ich internetowy baner reklamujący konkurs odnoszę wrażenie, że jest to kampania społeczna rodem ZTM - chroń swoją torbę przed złodziejami albo kobiet uciśnionych, które przez swoich sknerowatych mężów nie mają się w co ubrać. Doprawdy staram się zrozumieć, co autor miał na myśli umieszczając na zdjęciu przestraszoną nagą kobiętę ściskającą z całych sił swoją wielką czarną no name torbę. Patrząc na baner nie czuć ani tego luksusu ani tej inspiracji. 

Spróbujmy, jednak na, to spojrzeć z trochę z innej perspektywy. Może nagość miała mieć znaczenie symboliczne? Może autor chciał nam przekazać, że kobieta, która chce być stylistką musi wyzbyć się wszelkich konwenansów, kompleksów i umieć poszukiwać najnowszych trendów. Sama zaś torba pozbawiona konkretnej marki ma stanowić atrybut takiej "otwartej kobiety", która niczym tabula rasa wyrusza na shopingowe łowy? A może przekaz jest jeszcze głębszy tylko niestety ja go nie dostrzegam. Czy tylko ja? 
Czytaj więcej